Godzina dwudziesta piętnaście, wszedłem z domu, siadłem na rower i pojechałem. Tym razem skierowałem się na rzadko używaną bocznicę w mojej wiosce, usytuowanej nieopodal dworca PKP. Nie odbyło się oczywiście bez przykrych niespodzianek, gdyż w drodze na owe miejsce, przejeżdżałem koło pewnego osiedla i w pewnym momencie wpadła mi do oka jakaś muszka, przy czym prawie się nie wywróciłem... Lecz, po niespełna dziesięciu minutach, byłem już na miejscu i uświadomiłem sobie ze przybyłem za wcześnie, dziś sobota, wiec kibelek nie jedzie, a do pośpiecha, pozostało jeszcze trzydzieści minut. No wiec, co miałem robić, zapaliłem papierosa, pokręciłem się po placu, obok torów, i zagłębiłem się w nieistotnych myślach... Miejsce to, za dnia nie jest moim ulubionym, gdyż panuje tu hałas "aglomeracji" mojej wioski, lecz wieczorem nabiera pewnego klimatu. Wszystko, dookoła się wycisza, w oddali widać chowającą się linie szlaku kolejowego na tle lasu, w blasku zachodzącego słońca...
Czas mijał powoli, jak siódemka z pięćdziesięcioma pełnymi eaosami... Kolejny papieros, kolejny komar zabity na mej ręce. Wyznam, ze miałem już dość czekania, prawie dwudziesta pierwsza, a tu ani widu, ani słychu pociągu. Przyszła mi do głowy myśl, ze owy pociąg już nie kursuje, gdyż to sezonowiec, ale nie... myliłem się! Godzina dwudziesta pierwsza zero trzy, szlabany się opuszczają. Po kilku sekundach, słyszę narastający szum... Ale... Z przeciwnej strony! Słyszę juz wyraznie charakterystyczny dźwięk, silnika lokomotywy, i wiem ze jest to et40 ze składem towarowym. Wypatruje z napięciem, oczekując ujrzeć sylwetkę lokomotywy, lecz nagle mój wzrok poleciał w przeciwna stronę, wraz z usłyszeniem dźwięku syreny innego pociągu, którego oczekiwałem, przyjeżdżając tu. Dwa składy pojawiły się prawie równocześnie, w zasięgu mojego horyzontu, pośpieszny z lewej, towarowy z prawej. Zbliżały się nieustannie, powodując hałas stukotu kół o szynę, pędu powietrza... Pierwszy pojawił się koło mnie towarowy, minął mnie z prędkością trzydziestu kilometrów na godzinę, z wielkim rykiem silników lokomotywy, ciągnąc za sobą wagony Eaos'y. Zdążyłem naliczyć trzy wagony, poczym pojawił się koło mnie pośpieszny, zasłaniając mi widok towarowego, jadącego na torze obok. Wielka lokomotywa et22, jadąc na oko, pięćdziesiąt kilometrów na godzinę, pojawiła się, naprzeciw mnie po to aby za chwilę się oddalić; była jakaś taka zimna, obojętna... Chyba mnie nie polubiła. Posmutniałem, ale na chwile. Pojawił się pierwszy wagon, pełno ludzi w oknach, oczywiście znudzonych, wpatrzonych w swoje telefony komórkowe... Był chyba czwarty wagon, gdy uwagę moją zwróciła pewna osoba, stojąca w oknie, nie wiem dlaczego zwróciłem na nią uwagę. Spostrzegłem ze jest to dziewczyna, ładna, nawet bardzo! Zauważyła mnie również, uśmiechnęłam się do niej, ona odwdzięczyła się tym samym, odprowadziłem ją spojrzeniem, aż znikła mi z widoku. Pomyślałem sobie, "piękna, nieznajoma, dokąd zmierzasz?" Odpowiedzi nie otrzymałem... Ocknąłem się z myśli o owej nieznajomej, gdyż pojawiły się już ostanie wagony, akurat w tym składzie, sypialne. Gdy minął mnie ostatni wagon, spostrzegłem że z tyłu, przy drzwiach stał jakiś starszy pan, i coś tam tłumaczył dziecku... Przypomniałem sobie teraz o towarowym, gdyż ten wciąż jechał po torze obok. Skład tego pociągu był taki martwy; sprawiał wrażenie marnej nicości, zawartej w szarej i ponurej rzeczywistości... Pojechał. Zacząłem się rozglądać . Teraz po prawej był pospieszny. Był... Jeszcze przez chwilę widziałem światła końca pociągu, która rozpływały się w mroku, zostawiając jeszcze czerwoną poświatę na szynach... Usłyszałem w oddali syrenę, i po tym ucichł, jak by go w ogóle nie było! Spojrzałem w lewo, ciemny, srogi, intrygujący skład towarowy, znikał powoli w ponurym lesie... Już go nie widziałem, lecz jeszcze przez chwilę było go słychać... I nastała cisza. Błoga cisza. Spojrzałem w górę, w niebo, w zachmurzone niebo.

Podróż marzeń...
sobota, 11 sierpnia 2007, nfx_424