Wstalem o 9. Wlaczylem kompa. Zaczalem od przeczytania newsow na onecie i gazeta.pl. Trzeba wiedziec co sie w kraju dzieje. Kiedy wracam do Poski, ludzie zwykle chca mnie oswiecic. Strescic mi co stracilem przez ten czas jak mnie nie bylo, co sie wydarzylo etc. Niestety zwykle wszystko wiem w szczegolach... temat sie konczy...
anyway kolo 10 po porannej polskiej prasowce poczulem glod. Zrobilem kawe i kanapke. Zjadlem.
10.30. Odpisalem na dwa maile do klientow.
11.00 proboje wrocic do projektu nad ktorym pracuje od miesiaca, ale czuje sie nie na silach. Wlaczam tv i trafiam na Friends :)
12.30 po dwoch odcinkach wracam do pracy. Najpierw tylko zerkne na onet i gazete moze cos nowego sie pojawilo.
13.00 po drugiej prasowce czas na drugie sniadanie:)
13.30 sprawdzam skrzynke i odpisuje na maile.
14.00 nie jednak dzisiaj nie popracuje, zmianiam kompa i wrzucam sie na czat interii, pomyslalem ze moze znajde kogos chetnego na wspolny lunch.
16.00 nie udalo sie wiec sam ide w poszukiwaniu czegos do zjedzenia
17.00 wracam z parowkami, bagietkami i innymi przysmakami...
18.00 dobra godzina zeby zaczac wrezcie pracowac:) jeszcze tylko sprawdze co nowego w kraju i juz siadam do pracy...
19.00 przerzucam sie na reddit.com i digg.com, wertuje artykuly o SEO, w styczniu zaczynam nowa prace
22.00 3 godziny czytania :) nie zaluje...
23.00 koncze artykul o SEO do mojego angielskiego bloga, czas na kolacje.. co ja bym zrobil bez ayi:)
24.00 dodaje post na londynek.net, poszukuje ludzi pracujacych gdzies niedaleko, wspolny lunch, piwko etc.
24.30 koncze post do bloga zlondynu po 30, jeszcze tylko zaplanuje prace na jutro i moge isc spac... jutro przeciez kolejny "busy" dzien
piątek, 22 grudnia 2006, zlondynupo30