Pojawiły się truskawki w ilości zadowalającej i cenie do przełknięcia, zatem korzystamy ile wlezie, co by nas koniec sezonu nie zaskoczył nienasyconych.
Popełniłam pierwszy (w sezonie) sernik na zimno :) jest/był taki jaki powinien być - na biszkoptach, z prawdziwego sera białego, z truskawkami i galaretką (jak widać na załączonym obrazku) pełnił funkcję tortu ponieważ...
Ponieważ w tak zwanym międzyczasie w Ekipie znów komuś lat przybyło i uczciliśmy to imprezką wyjazdową. Znów udowodniliśmy, że nam muzyka nie przeszkadza, a pogoda to już w ogóle. Z ekipą najlepszą na świecie prawie zdarliśmy gardła i jak zawsze świetnie się bawiliśmy mimo, że padało, wiało i grzmiało a skład był niepełny (kto nie był niech żałuje). Trafiliśmy dwa "okna pogodowe" i zaliczyliśmy dwa spacery nad jezioro a przy okazji weekendowy kurs windsufringu by Luźny:
i sesję zdjeciową (w klatce czasu zamknął nas Pokorro) a Jubilatka, która udostępniła zdjęcie podsumowała to jednym, bardzo trafnym choć obcym słowem na F
A w tygodniu w robocie zatrzęsienie spraw do załatwienia, po pracy zbijam wirtualną fortunę przy zielonym stoliku, czasem używając małego fortelu z ziomalem zza oceanu, a w chwili nudy kradnę z moją mafią, no bo cóż robić kiedy pada deszcz, ileż można sprzątać?! ;-)
ps1
Jules miał na nazwisko Winnfield, w życiu bym sobie nie przypomniałam, Vega jest łatwiejsze do zapamiętania ;)
ps2
było trochę kolorowo
poniedziałek, 01 czerwca 2009, jagatar