Skończyłam pisać inne, to wracam tutaj.
Wychowuję kocięta. Osiemnaście kociąt w poniedziałki, tyle samo w piątki. Można oszaleć. Ale płacą, więc gra i bucy. (Bardzo podoba mi się to powiedzonko, jeśli ktoś wie, skąd to, proszę koniecznie wpisać w komentarze!)
Był plan, żeby na blogu publikować tylko wiersze. Plan upadł, bo wierszy brak.
Bliska osoba nie odzywa się od miesięcy - powinnam się martwić czy poczuć się odrzucona?
Zamarynowałam śledzie, zakisiłam barszcz - próba generalna przed Wigilią.
A w lodówce mieszkała, bogini wie jak długo, zielona liszka. Gruba na palec. Cholerne organiczne warzywa prosto z ziemi!
Poza tym gra. I bucy. (Nie mogłam się powstrzymać!)
niedziela, 29 listopada 2009, zegarmistrzyni