Czarodziejka Dobrochna jest jeszcze bardzo młoda. Ma dopiero
188 lat. Przypomina wam to coś? Mi oczywiście Malutką czarownicę, jedną z
najbardziej fascynujących książek mojego dzieciństwa. Dobrochna ma z nią wiele
wspólnego. Choć mieszka w pałacu na szczycie kryształowej góry a nie w chatce w
lesie, choć otoczona jest elfami, krasnoludkami i gnomami (ich charaktery nie
są zresztą zbyt zróżnicowane), podobnie jak Malutka Czarownica, stara się pomóc
ludziom. Dobrochna najpierw przygarnia ubogą dziewczynkę, którą obsypuje
wszelkimi dobrami, kiedy jednak okazuje się, że jej podopieczna tęskni za mamą,
za pomocą czarów przenosi dziecko do rodzinnego domu i pomaga jej matce. Potem
rusza w podróż po świecie ludzi. Pomaga dzieciom, rodzicom, samotnikom,
zwierzętom, złym daje nauczkę. Dzięki jej czarodziejskiej różdżce los ludzi,
których spotyka, zmienia się na lepsze.
Osadzona w baśniowych realiach historia ma swój urok, mi
kazała jednak ciągle wracać do klasyki, czyli Malutkiej czarownicy. Może
niepotrzebnie, Dobrochna pewnie nie miała z nią konkurować, choć nie
zaszkodziłoby nadać tej opowieści i światu przedstawionemu nieco dramatyzmu. Kolejne przygody
czarodziejki układają się bowiem w spójną, ale dość przewidywalną i nieco monotonną opowieść.
Wydawnictwo Skrzat, 2011
piątek, 20 stycznia 2012, giraffe