Zarzucamy Amerykanom niski poziom wiedzy szczycąc się encyklopedyzmem jako głównym celem polskiego procesu nauczania. Nie zauważając, że w życiu społecznym potrzebne są umiejętności, które taki przeciętny Amerykanin a Polak nie. Tylko potem zdziwienie wielkie, skąd się takie barany w polityce biorą? Toż przecież przeszli system polskiej edukacji, dużo wiedzą.... w teorii;) przy braku umiejętności pracy w zespole czy dyskusji...
2009/11/14 23:46:16Rozumiem, że walą ortografy, bo albo są dyslektykami, albo gdzieś w szkole podstawowej źle zadziałała polonistka:) skupiając się na pędzeniu z programem zamiast na prawdziwej pracy z dziećmi:), albo brak obycia ze słowem pisanym... mam bardzo dużą dozę tolerancji dla szkolnych braków...
A i styl esemesów i @ wpływa na pogorszenie się ortografii Polaków, co zauważam na swoim przykładzie, i tu powiem: niestety...
Oczywiście podobnie do Ciebie uważam, że człowiek powinien się rozwijać wszechstronnie, ale bez frustracji z powodu tego, że czegoś nie może zrozumieć, że jest za głupi... Po prostu mamy różne predyspozycje psychiczne i intelektualne. Obecnie mówi się o wielorakiej inteligencji, co związane jest z sukcesami w jednych dziedzinach wiedzy i życia przy nieprzyswajaniu lub "nieczuciu się" w innych. Obserwując uczniów widać po prostu, że są dzieci z nastawieniem interpretacyjnym, analityczno-logicznym, typowym dla przedmiotów humanistycznych i nauk społecznych, i dzieci, dla których zadanie matematyczne czy reakcja chemiczna jest prostsze niż dostrzeżenie sensu kilku słów. Czy można im pomóc w nauczeniu ich przedmiotów sprawiających im trudność? Tak, dostosowując do nich poziom wiedzy i sposób jej przekazu. Nie odwrotnie. dlatego jestem za tym, czego w Polsce nie ma (i pewnie nie będzie) za możliwością wyboru przedmiotów rozszerzających wiedzę przy ustaleniu prostego poziomu przedmiotów podstawowych. Teraz dzieciak w podstawówce i gimnazjum "uczy się" (w cudzysłowie, bo to za dużo powiedziane) ma się uczyć wszystkiego. A i tak większość tego nie robi. Z różnych powodów.
a może nigdy Ci się nie przydała, bo nigdy nie czułaś się w jakichśtam jej dziedzinach dostatecznie kompetentna?
Uparcie uważam, że ważny jest wszechstronny rozwój i otwieranie sobie, a nie zamykanie możliwych ścieżek w czaszce, jakichś horyzontów, dróg myślenia. Dobre poznanie matematyki, przedmiotów ścisłych pozwala na analityczne myślenie, na wyciąganie wniosków, na logiczne wywody, etc, etc.
Jak reagujesz na inżynierów, którzy walą ortografa za ortografem i tłumaczą się tym, że oni są umysły ścisłe i im ortografia z gramatyką pospołu, a więc i umiejętność wprawnego posługiwania się ojczystym językiem, nie są potrzebne? No jak? ;)
W życiu tak naprawdę wystarczy mi mnożenie, dzielenie, dodawanie, odejmowanie, ułamki, miary i procenty... Nigdy nie przydała mi się geometria, potęgi, pierwiastki, wyrażenia algebraiczne, równania, nierówności i hiperbole. Nie wspominając o najgorszym dla mnie dziale: prawdopodobieństwie... matematyka w szkole mogłaby być na poziomie podstawowym (to, co jest naprawdę potrzebne) i rozszerzonym: reszta. I cieszę się, że nie musiałam zdawać matematyki na maturze. Tym bardziej, że potem na polonistyce nikt o nią nigdy nie zapytał... :)
2009/11/14 18:25:19na matematyce dają do ręki NARZĘDZIE, którym trzeba chcieć się posłużyć :)
2009/11/14 17:07:36...żeby na matematyce uczyli takich potrzebnych rzeczy jak wypełnienie PIT-u lub obliczenie pensji... ;):)
2009/11/14 14:19:42ooooj, nie mogę się zgodzić :)
nie można na etapie szkół gimnazjalnych czy po- (a już nie da Bóg przed-) mówić o tym, że ktoś nie ma talentu do matematyki i się tego uczyć nie będzie. Bo bez tego, jak bez ręki, bo niezbędny jest wszechstronny rozwój, bo ot ważne dla tak normalnie życiowych umiejętności jak wypełnienie formularza PIT czy obliczenie ile się zarobi 'na rękę' przy podanej kwocie brutto, etc, etc.
I nigdy nie dam sobie wmówić, że ktoś tego NIE MOŻE się nauczyć, bo twierdzę, że najczęściej jest to jednak NIE CHCE, a nie NIE MOŻE. Niestety.
I jeśli się kiedyś zakocham to w ścisłowcu, co czyta książki i nie sprawia mu trudności sklecenie zdania wielokrotnie złożonego lub w humaniście, co z zaciekawieniem czyta Focusa. Bo tak :)
Tak Marto... Unia Europejska już o to zadbała, w końcu brakuje im specjalistów, by wyprzedzić amerykańską konkurencję... stąd powrót do matematyki i prymatu nauk przyrodniczych... Do matematycznie skomplikowanych zadań trzeba mieć taki sam talent jak do muzyki czy plastyki, i o tym wiedzieli starożytni... Obecnie na zasadzie "wyrównywania szans" wciska się matematykę każdemu...
2009/11/12 11:36:10