No i byla. Tak jak obiecała. Przyjechala. Spedzilismy milo dzien a wlasciwie wieczor. Porozmawialismy. I to jest chyba lekkie przekleństwo, bo mysle. Mysle o Niej, zastanawiam sie co u Niej. Plan byl taki, ze nie bede myslal a staral sie podejsc do tego na trzezwo. Nie wychodzi, zwaszcza kiedy spotykam inne kobiety, czy nawet ludzi. Nie ma nikogo takiego jak Ona. Soulmates never die. Mimo tego wszystkiego co minelo, co sie wydarzylo, jest normalnie caly czas miedzy nami w sferze rozmowy, dialogu. W dziedzinie dla mnie najwazniejszej jesli chodzi o budowanie zwiazku caly czas jest dobrze, poprawnie. Rozmowa z Nia nadal jest przyjemna, mimo ze ostatnio dotyczy tylko tak trudnej kwestii. Poznaje inne kobiety w miedzyczasie, obiektywnie mowiac nawet nieobojetne wzgledem mnie, ale umywaja się przy Niej. Nie dochodzi miedzy mna a nimi do chocby podobnego patrzenia na swiat. Czasami porównuja ludzie nowych potencjalnych do tej/tego bylego. Tutaj nie ma czego porownywac nawet.
Czuje sie zawieszony, czekam na Jej ruch. Czy zrobi to co sama mysli, czy sie z tego wyrwie. Ten zwiazek byl dla mnie wielka rzecza. Teraz staram sie byc pomocny, ale nie mieszajacy, niewplywajacy na Jej decyzje. Nie chcialbym Jej i sobie utrudniac tej całej sytuacji.
niedziela, 11 stycznia 2009, yesornoyes