Grill był, ale najpierw była walka z czasem i burzami. Przepędzanie, zaklinanie, przeklinanie...po kilku godzinach się udało. Co się człek namęczył zdziebko , coś tam podjadł, winkiem się nieco zamroczył, nogawki zamoczył, pogłaskał koniki, koty i dzieciaków chmaręd i pomaszerwoał do domku. Było miło choć myślami byłam ze 400 km stąd i kilka lat wcześniej też. Mieszały się wspomnienia z marzeniami. I jak napisał Japończyk "co ty znowu za durnoty wymyślasz aaaa ???" no czasem wymyslam bo ja jestem najlepszy wymyślacz durnot na świecie :)) a on jest najgorszy w konkretyzacji...na świecie. Obiecuję sobie zerwanie z nim stosunków dyplomatycznych oraz nałożenie sankcji....za jakieś 2 tygodnie jeśli nie potwierdzi przyjazdu.
niedziela, 31 maja 2009, chocolate75