Nie mogę zliczyć przykładów, które dowodzą tego, jak ogromnymi szczęściarami jesteśmy. Nasze szczęście rozpoczęło się właściwie w momencie wyjazdu i nie opuściło nas do samego końca. Po troszę wierzę, że to po prostu ludzie są tacy dobrzy i bezinteresowni, a nie my takie szczęściary, ale gdy komukolwiek opowiadam o naszych przygodach i przypadkach, kręci z niedowierzaniem głową i mówi, że nam się niezwykle szczęściło. Kto wie!
Warto gdzieś wyskoczyć!
Sam wyjazd do Turcji był miłą, nieplanowaną niespodzianką, a my postanowiłyśmy poszerzyć go jeszcze o zwiedzanie Rzymu. W ten oto sposób zostało zainicjowane podróżowanie autostopem po Italii. Za wyjątkiem incydentu z pewnym polskim tirowcem, byłyśmy pozytywnie zaskoczone przychylnością kierowców. Ostatni z nich zawiózł nas do samego centrum, ponieważ miał trochę wolnego czasu. Podczas dalszego podróżowania odkryłyśmy, że ludzie lubią jeździć dalej niż muszą, gdy tylko ktoś da im szansę i mają odrobinę wolnego czasu. Niestety nie udało nam się znaleźć noclegu w stolicy, a przechowalnia bagażu okazała się po prostu złodziejem pieniędzy. Gdy o 20 na poważnie rozważałyśmy podróż na lotnisko i przesiedzenie tam kolejnych 20 godzin, bo z bagażem nie da się chodzić, a spać nie ma gdzie, zadzwonił do nas wybawiciel o imieniu Francesco. Francesco powinien nosić imię Angelo, bo okazał się naszym aniołem. Pomimo tego, że był zmęczony, w przeciągu kilku godzin pokazał nam wszystkie najważniejsze miejsca w Rzymie (zwiedzanie skończone po północy), a dodatkowo przenocował nas na swojej szerokiej i wygodniutkiej kanapie! Do tej pory nie mam pojęcia jak mogę mu to wszystko wynagrodzić.
Turcja Tydzień spędzony na projekcie w Edremicie pokazał mi, że nieważne skąd jesteśmy, wszyscy jesteśmy niezwykle ciekawymi ludźmi, pełnymi ciepła, chęci zabawy, poznawania świata. Wspólne zadania pozwoliły nam się lepiej poznać i nie przeszkadzała w tym nawet bariera językowa, częściowo eliminowana przez choć minimalną znajomość angielskiego. Niesamowite, że można wyjechać na drugi koniec Europy i porozumieć się z ludźmi z 4 różnych krajów. W pamięci pozostała mi wyprawa do tureckiej wioski, gdzie tańcowaliśmy weselny taniec przy tradycyjnej muzyce tureckiej przerobionej na techno, a wszystkiemu przyglądało się starostwo wsi, wieczory spędzone na wcinaniu fistaszków i słonecznika, tajemniczy kokorecz, raky oraz prawda czy wyzwanie.

A to działo się w Edremicie!
Istambuł przywitał nas deszczem, chłodem i wiatrem, który skutecznie zniszczył dwie (z czego jedną podarowaną przez obcego mężczyznę na ulicy) parasolki w ciągu kilku godzin. Ciężko było podnieść wzrok, więc nasz główny widok zapamiętany tego dnia to chodnik. Nie pomogła nawet wizyta w Hagia Sofia. Ciężko było docenić piękno otaczających nas budynków.. Na szczęście miasto się opanowało i postanowiło ukazać nam co nieco ze swoich uroków w dniach następnych. Piękny zachód słońca nad miastem, nieskończone morze budynków wśród których gdzie niegdzie wystają wieże meczetów, bramki z wykrywaczem metalu w centrum handlowym, kebab, Turkish Delight, bazarek z przyprawami. To ogromne miast jest niemożliwe do poznania! Załapałyśmy się również na najważniejsze narodowe święto Dzień Republiki. Z tej to okazji odbył się 15 minutowy pokaz sztucznych ogni, a cały Istambuł był udekorowany tureckimi flagami.

Istambuł
Przez całe 2 tygodnie usiłowałam się dowiedzieć czemu Atatürk jest bogiem dla Turków. Niestety nikt nie potrafił mi tego wytłumaczyć.. albo nie chciał. Człowiek, który dążył do stworzenia świeckiego kraju, sam stał się bóstwem. Czyż nie jest to jakaś ironia losu?
W niedzielne południe powróciłyśmy do wietrznej Perugii, a już w poniedziałkowy poranek stałyśmy z karteczką Arezzo na wylotówce. Naszym celem było poznanie ponoć najpiękniejszego regionu Włoch Toskanii jak najmniejszym kosztem. A więc podróżowanie i spanie za darmo w Arezzo, Florencji, Pizie i Sienie, jedyny koszt to jedzenie! Udało się!

Piękna Toskania
Warto wspomnieć o dwóch przypadkach autostopowych. Pierwszy naprawdę niesamowity: dwóch przyjaciół postanowiło pojechać na obiad na miasto. Zobaczywszy nas, postanowili nas gdzieś podwieźć, choć właściwie nie wiedzieli, gdzie jest miasto, które miałyśmy napisane na kartce. W ten oto sposób namówiłam ich do pojechania do naszego dodatkowego celu podróży tego dnia San Gimignano. Przy okazji został nam zafundowany obiad i kawa, a w dalszej drodze również zwiedzenie Volterry. Przemierzając z nimi te drogi doszłam do wniosku, że gdyby nie oni, to dojechanie tu autostopem byłoby niemalże nierealne. Po tych małych drogach nic nie jeździło! Natomiast były niesamowite widoki pięknej, jesiennej i złotej Toskanii. To dzięki nim zobaczyłam prawdziwą Toskanię, nie tę widzianą z dróg szybkiego ruchu. Skończyło się na tym, że panowie prawie spod Pisy zawieźli nas do samej Sieny.
Drugi przypadek, choć nie jest tak wesoły, ale zapadł mi w pamięci, przez to jak mnie wymęczył. Otóż zatrzymało się dwóch Kosowarów. Po raz pierwszy miałam prawdziwą satysfakcję z tego, że w wakacje byłam w Kosowie, bo zdobyłam sobie u nich dodatkowe punkty, co akurat tu było ważne. Konwersacja z nimi była niezwykle trudna, bo pomimo że mieszkają w tym kraju od 16 lat, to nienawidzą oni Włoch, Włochów, Toskanii i wszystkiego co z tym wszystkim związane. Zważywszy na to, że nie był to typ ludzi, z którymi należy dyskutować, wszystkiemu przytakiwałam. Panowie postanowili pojechać z nami dodatkowe 80 km i dowieźć nas prosto do domu. Trudna rozmowa przedłużyła się jeszcze o wspólną kawę. Odetchnęłam z ulgą, gdy wreszcie się rozstaliśmy.
Darmowy nocleg umożliwił nam oczywiście Couch Surfing i znajomości we Florencji. W Arezzo miałyśmy okazję skosztować hiszpańsko-argentyńskiej kuchni i poczytać cytaty z lodówki, w Pizie posłuchać grających i śpiewających studentów, wcinających pizzę, a w Sienie skosztować Limoncello i rzymskiej pasty.
Dobrzy ludzie
Wnioski: mnóstwo poznanych ludzi, dużo strzępienia języka po włosku, wiele przygód i śmiechu. Razem daje to wspaniały wyjazd. Warto ruszyć się z domu w mniej typowy sposób. POLECAM/RECOMMEND/RACCOMANDO/EMPFEHLE wszystkim, w każdym możliwym języku, w każdym możliwym kraju!
No to w drogę!
piątek, 12 listopada 2010, mmiszka87