Couch Surfing rządzi! Amerykanki okazały się przemiłymi i szalonymi studentkami. Obie dopiero szkolą włoską mowę, więc nawiązywałyśmy kontakty dwujęzyczne. Bardzo im na tym zależało (a Luigi wypełnił to zadanie w 100%), aby w końcu rozmawiać po włosku. Dziewczyny studiują przez pół roku we Florencji, ale mieszkają wyłącznie z innymi Amerykanami, a w klubach takoż i ten naród króluje. Po raz pierwszy miałam taką radochę z dobrej znajomości dwóch języków mogłam robić za tłumacza włosko-angielskiego. I rozumiałam szybko mówiącą paplę w postaci tegoż Luigiego, a to już jest wyzwanie!
Od lewej: Claudia, Emanuel, Luigi, Angelo, Federica, Ja, Erica, Denise, Aga, a tyłem i Boston!
Dziewczyny całkiem słusznie postanowiły pozwiedzać co się da. Póki co ograniczają się do Włoch, ale już niedługo mają zaplanowane wycieczki do Paryża, na Sycylię (no wiem, że to Włochy, ale powiedzcie to naszym Panom!) i wiele innych pomysłów. Jak się jest już w Europie, to trzeba z tego skorzystać.
Na szczęście Erica i Denise podzielają nasz umiarkowany zachwyt z typowo włoskiej kawy, tzn. espresso, więc mogłyśmy je poczęstować pyszną kawą z mlekiem. Ja oczywiście chcąc mieć dobry wstęp, ze swej nadgorliwości, zaserwowałam zamiast cukru sól. Musiało być pysznie, na szczęście mnie uświadomiły;) Tak więc po kawie i ciasteczkach zaprezentowałyśmy dziewczynom miasto i zostawiłyśmy na pastwę słońca i Włochów na Piazza IV Novembre.

Zwiedzanie Perugii w amerykańskim towarzystwie
Na wieczór została zaplanowana przepyszna kolacja, gotował Perudżiańczyk. Zaserwowano nam pastę z sosem truflowym (mój pierwszy raz!), a później najpyszniejsze jedzenie jakie kiedykolwiek jadłam pasta sfoglia. Szkoda, że kolacja była o północy;) Po wypasionej uczcie w doborowym towarzystwie, podzieliliśmy się na dwie grupy (my z Amerykankami i reszta) i ruszyliśmy na imprezy. Nas zawiało do pobliskiego klubu, a resztę gdzieś hen daleko! Dziewczyny niestety nie mają szczęście do poznawania Włochów, bo w weekend w klubie postanowili dominować Amerykanie, zresztą pierwsi, których poznałam w mieście. Cóż, ważne że fajnie się bawiło, a dla nas dzień był wyjątkowo amerykański!;)

Wspólna kolacja, a także pasta sfoglia i pasta z sosem truflowym
A teraz UWAGA UWAGA! Sobota zaskoczyła nas również bardzo pozytywną niespodzianką. Dostałam intratną propozycję pojechania do Turcji na tydzień, do Edremitu. Jedyny koszt to 30% ceny biletu lotniczego (czyli 40 euro), no i oczywiście koszt dojechania na lotnisko. Jest to wymiana kulturowa studenci z różnych krajów mają dyskutować o różnicach kulturowych. Ja i Aga jedziemy jako reprezentacja Włoch!;] Nie dość że taka wypasiona wyprawa, to jeszcze ciekawy temat i angielski poćwiczymy. Później już samodzielnie zostaniemy 3 dni w Stambule, nie można przecież opuścić takie okazji, nawet jeśli podwyższa koszt wyjazdu! Wylot 20.10 tak jest, za tydzień! Juppi!
wtorek, 12 października 2010, mmiszka87