Pierwsza wyprawa do Asyżu. Z tego też powodu wybrałam się na pociąg, który dowiezie mnie na 2 godziny przed zajęciami, ale następny dowiózłby mnie na 20 minut przed tymi. A nie wiem jeszcze, gdzie znajduje się wydział. Dobrze zrobiłam. Do wydziału idzie się przez centrum wioski-dzielnicy Asyżu Santa Maria degli Angeli. Droga na wydział prowadzi obok imponującej, jak na takie miasteczko, bazyliki i podąża ulicą Los Angeles wprost do kładki nad autostradą i już! W sumie coś ok. 1,5 km.
Ulica Los Angeles i tabliczka Assisi na dworcu
Wydział ekonomii turystycznej jest bardzo mały i przynajmniej na razie dość pusty. Pani w sekretariacie mi wyjaśniła, że mają ogromne zamieszanie w tym semestrze, niektóre przedmioty nie zostały uruchomione (w tym mój) i dowiedzieli się o tym w ostatnim momencie. Nie wiadomo też czy niektóre zostaną uruchomione, a jak zostaną to z opóźnieniem. To samo dotyczy angielskiego póki co kazała mi się zapisać na test na angielski ogólny, bo nie wiadomo czy ten turystyczny ruszy. Jak już wspominałam chaos.
Widok na Asyż, Bazylika w Santa Maria degli Angeli, wydział Economia del Turismo
Same zajęcia geografia turystyczna póki co są dość nieciekawe. Przez 3 godziny był przedstawiany podział geografii. A jak podeszłam na przerwie do prowadzącej zadać pytanie, to zaczęła do mnie krzyczeć, jakbym miała pół mózgu i była głucha. Dobrze, że nie wszyscy są tacy. W ogóle Erasmusów traktuje się tutaj w specyficzny sposób. Ciekawe czy w Polsce jest podobnie. W każdym razie 3 godziny przeleciały i pojawiło się całe mnóstwo niezrozumiałych dla mnie słówek zeszycik z nowymi szybko się zapełnia.
W drodze powrotnej zahaczyłam o Coop, czyli o tutejszy market, w którym jest coopowa marka i można coś tańszego znaleźć. Ponieważ jest czwartek, a ja postanowiłam przynajmniej szczątkowo przestrzegać diety dzisiaj jest dzień białkowy! Pozwoliłam sobie jednakże na paróweczki, poniekąd białko. Na obiad była jeszcze ricotta. A na kolację mleko i drugie paróweczki. Całkiem smacznie, acz na dłuższą metę chyba nie zadziała;)
Wieczorem jeszcze wybrałyśmy się z Asią na spacer do Centro Storico, przy okazji obgadując sposób odżywiania się Włochów i ich tryb życia. A to wszystko dlatego, że szukałyśmy sklepu. Było po 20, a wszystkie sklepy zostały już zamknięte. A więc nie dość, że Włosi zamykają wszystko oprócz restauracji od 12.30 do 15.30, to w ogóle wcześnie zamykają. Chyba nie lubią się przepracowywać. Za to wspólnie doszłyśmy do wniosku, że podoba nam się, że zapraszają znajomych na wspólne kolacje. W Polsce raczej działa kawa z ciastkiem, również miłe, choć dość rzadko praktykowane. Pewnie dlatego, że my nie jemy tak obfitych posiłków na kolację. No i my nie chodzimy jadać na miast. To chyba poniekąd wynika po trosze z naszej historii i kultury. Co kraj, to obyczaj!
piątek, 24 września 2010, mmiszka87