kiedy znajdujemy sie w sytuacji bez wyjscia zastanawiamy sie jak najlepiej przeczekac tak by nic ani nikt nas nie tykał. nie chcemy by nas bolało,to jest jak bezdech... szybko chcemy wrócić do równowagi a co jesli bezdech traw i trwa? jak sobie z tym radzic gdy sytuacja jest z góry przegrana? uciec w alkohol czy cpanie? większosc z nas tak robi by choc sekunde czuc ta błogośc i wyłaczyc myslenie. nikt z nas nie mysli ze gdzies moze byc inaczej,ze osoba która krzywdzi nie jest warta nawet pogardy. nie mysli ze bezdech nas zabija,odbiera wszystko to co ma barwy i smak. a marzenia sie staja czarna plama w umysle. ranki nie ciesza a sny nie przynasza ukojenia.
co jesli to co mamy jest tak naprawde tylko wymysłem naszej jakże skarzonej kłastwem wyobrażni? gdzie szukać kogos kto jednak chce prostowac te chore "ja". a co jesli ktos chce dac nam szanse a my ja odrzucamy bo czekamy na leszpa "okazje"?
sobota, 12 marca 2011, medeaha