Muszę przyznać to otwarcie. Zadanie, które sobie postawiłem trochę mnie przerosło. Naiwnie myślałem, że w ciągu jednego tygodnia, a maksymalnie dwóch bez większych problemów napiszę kilkanaście krótkich tekstów o tak dobrze mi znanych wydarzeniach. O tym jak ogromnie się myliłem, dowiedziałem się w minionym tygodniu. W ciągu 7 dni napisałem zaledwie ... 10 tekstów. Częściowo karb winy za to mogę zwalić na upalną końcówkę lata, kłopoty techniczne Telekomunikacji Polskiej, nawał imprez sportowych transmitowanych przez TV, Johna Nicholsa, który napisał świetną "Fasolową Wojnę" i kilka innych, pomniejszych spraw. Z tego powodu cykl moich gawędziarsko-nudziarskich wspomnień piłkarskich cudownie się rozmnożył. 50 niezapomnianych chwil futbolu, część 3. Cały czas nie ostatnia. Zapraszam !
19. Wielka Barcelona nr. 1
FC Barcelona zawsze była klubem , który otaczał specjalny klimat. Ze względu na widowiskowy sposób gry, a także (lub może przede wszystkim) ze względu na status najbardziej szykanowanego klubu w Hiszpanii. Za rządów generała Franco, Barca nie tyle istniała, co walczyła o istnienie. Dyktator zwalczający każdy przejaw autonomiczności nienawidził Katalończyków. Przy okazji był kibicem Realu Madryt, więc i klub z Camp Nou siłą rzeczy też nie należał do jego ulubionych. W ostatnich latach etos Barcelony nieco się zmienił. Blaugrana stała się ogromnym przedsiębiorstwem rozrywkowo-medialnym, którego jedynym chwalebnym działanie jest ciągłe opieranie składu na wychowankach. Oczywiście, nie jestem ślepy i dostrzegam fakt, iż futbol prezentowany przez tę drużynę jest dopracowany do perfekcji i ociera się momentami o ideał. Z drugiej jednak strony męczy mnie i wpienia ciągłe słuchanie/czytanie/oglądanie nagłówków w rodzaju : "Kosmiczna Barca", "Messiasz", "Najlepsze drużyna Wszechświata". Nie mówiąc o tym, że szlag mnie trafia, gdy rozmawiając z nowo objawionym kibicem Barcelony pytam : Kiedy po raz pierwszy jego klub zdobył Puchar Mistrzów ? A ten mi odpowiada : W 2006 roku. A gdzie do k**** nędzy rok 1992 i triumf nad Sampdorią, pytam się. Eeee, yyyy, uuuu - taki niezrozumiały ciąg samogłosek dostaje w zamian.
A prawda jest taka, że od tamtej drużyny FCB - racjonalnie zbudowanej i uporządkowanie, złożonej z wielkich gwiazd, pozbawionych elementu glamour - wszystko się zaczyna. W bramce Andoni Zubbizarreta. W obronie Koeman. W pomocy Bakero, Guardiola i Michael Laudrup. I ten atak z Julio Salinasem i niepokornym Christo Stoiczkowem. Nie zapominam też o głównym strategu, który prowadził tę piłkarską armię do walki. Był nim w końcu nie kto inny, tylko Johan Cruyff. W finale na stadionie Wembley, Barca długo męczyła się z Sampdorią, ale po potężnym rzucie wolnym Ronalda Koemana (nazywanym pieszczotliwie ... "Świnką") wygrała 1:0 i otworzyła szafę na kolejne Puchary Mistrzów, które trafiły do klubowej gabloty już w XXI wieku.
Dlatego drogi kibicu Barcelony, zanim z podniecenia po golu Villi czy Messiego spadną ci gacie, uświadom sobie, że bez tamtej drużyny z 1992 roku i kolejnych (w tym niedocenianej ekipy Van Gaala z lat 1997-2000) obecnych sukcesów twoich "megagigantycznokosmicznych" pupili zapewne by nie było...
18. Wytrych doskonały
Pisząc jakikolwiek tekst zwracaj uwagę na to, CO chcesz przekazać czytelnikowi - tak mógłby zaczynać się pierwszy lepszy podręcznik dla przyszłych dziennikarzy i ludzi, których narzędziem pracy jest (a właściwie będzie) słowo pisane. Jak brzmiałoby natomiast drugie zdanie takiego opracowania ? Może w ten sposób - Nie zapominaj jednak, że nawet najbardziej dokładne naświetlenie sprawy, tematu, osoby nie zwalnia cię z zapewnienia odbiorcy atrakcyjnego opakowania, czyli elementu JAK.
W mojej dotychczasowej - duże słowo - pracy, starałem się trzymać tych dwóch pytających elementów - CO i JAK. Z jednej strony dokładnie przedstawiałem sprawę, z drugiej starałem się sprawić, za pomocą zabiegów formalnych, by dana historia pochłonęła, zaczarowała czytelnika. Szczególnie pomocne w osiągnięciu tego celu są cytaty. W końcu, po co silić się na złożone, abstrakcyjne, intrygujące metafory, skoro już wcześniej ktoś powiedział coś prościej trafiając przy tym w sedno sprawy. Dla mnie cytatem wszech czasów, poza kategoriami są słowa legendarnego trenera Liverpoolu, Billa Shankly'ego : "Niektórzy sądzą, że piłka nożna to sprawa życia i śmierci... Mogę was zapewnić, że to coś zdecydowanie poważniejszego." (Sunday Times, 1981)
Niby pod względem gramatycznym nic specjalnego, a pomimo upływu lat siła rażenia nadal taka sama. I może właśnie dlatego w niemal każdej poważniejszej pracy dotyczącej piłki nożnej , którą pisałem na studiach musiałem z automatu umieścić ten cytat. Gdybym tego nie zrobił, pewnie miałbym po nocach zgryzoty. A tak nie dość, że byłem spokojny, zawsze zadowolony z oceny, to jeszcze pozwoliłem kolportować dalej niezapomniane przesłanie Wielkiego menadżera "The Reds".


12. Mundial w szachownicę
Przed każdym turniejem piłkarskim eksperci, dziennikarze i kibice próbują typować faworytów, outsiderów, zawodników zdolnych do sięgnięcia po tytuł króla strzelców, a także tzw. czarnego konia, czyli zespół gotowy sprawić niespodziankę. Przed Mistrzostwami Świata w 1998 roku, niewielu stawiało, że to Chorwaci przyjmą tę ostatnią rolę. Zdecydowanie częściej w kontekście ewentualnej rewelacji imprezy wymieniało się Jugosławię, Danie, Rumunie, Nigerię czy Meksyk. Jednak to właśnie podopieczni Miroslava Blażevicia zadziwili świat i ostatecznie zajęli trzecie miejsce.
Początek rozgrywek był dla Hrvatskiej niezwykle przyjemny. Trafiając do grupy z Argentyną, Jamajką i Japonią, wstydem byłby brak awansu do dalszych gier. W 1/8 finału minimalnie pokonali zawsze groźnych Rumunów. Dzięki temu w ćwierćfinale los skojarzył ich z reprezentacją Niemiec. Mecz ten jest klasyczną pozycją dla koneserów gatunku przynajmniej z dwóch powodów - wysokiego wyniku i symbolicznego końca pewnego zasłużonego pokolenia niemieckich piłkarzy. Chorwaci wygrali 3:0 po golach Jarniego, Vlaovicia i Sukera. W ten sposób na sportową-reprezentacyjną emeryturę wysłali Lotthara Matteusa, Andreasa Kopke, Jurgena Klinsmanna i Jurgena Kohlera, a w trenerski niebyt - Bertiego Vogsta. W półfinale Chorwacja nie dała rady reprezentacji Francji, w której prawdziwy "dzień konia" zaliczył Lilian Thuram (strzelił dwa gole, jedyne w swojej reprezentacyjnej karierze). Za to w meczu o trzecie miejsce nie pozostawiła złudzeń Holendrom wygrywając 2:1. Do sukcesu drużynowego, jakim niewątpliwie było miejsce na pudle, lider kadry Davor Suker dołożył tytuł króla strzelców.
Sukces Chorwacji na francuskim mundialu zapoczątkował duży rozwój piłki w tym kraju, który jeszcze kilka lat wcześniej lizał wojenne rany. Kluby takie jak Dynamo Zagrzeb czy Hajduk Split regularnie (i z dobrymi wynikami) zaczęły grać w Europie, a wielu reprezentantów Chorwacji gra w najlepszych drużynach świata i ich wartość sięga niewyobrażalnych kwot. Często jeden chorwacki gracz jest wart więcej niż kilku czołowych polskich zawodników razem wziętych. Dowód ? Proszę bardzo. Tylko Luka Modrić z Tottenhamu według ekspertów jest wyceniany na 40 milionów euro. I co... Zatkao kakao !?
11. Zabójczy-samobójczy gol
Kolumbijczycy jechali na Mistrzostwa Świata 1994 roku jako najlepsza, obok Brazylii, drużyna Ameryki Południowej. Oczekiwania wobec trenera Francisco Maturany i jego piłkarzy w ogarniętym zamieszkami kraju były ogromne. Niestety, Kolumbijczycy im nie sprostali. Po dwóch porażkach (z Rumunią i USA), zwycięstwo nad słabiutką Szwajcarią nic nie zmieniło. Przedwczesny powrót do Bogoty stał się faktem. Na kolumbijskich piłkarzy spadła lawina krytyki. Szczególnie mocno dostało się Andresowi Escobarowi, środkowemu obrońcy, który w meczu z USA zdobył bramkę samobójczą. Jedyną w swojej karierze i jak się później okazało ostatnią. 10 dni po feralnym spotkaniu, Escobar pojechał do restauracji na obrzeżach rodzinnego Medellin, gdzie chciał odreagować i stanąć twarzą w twarz z rozgoryczonymi kibicami. Niestety dla niego wieczór zakończył się tragicznie. Do siedzącego w samochodzie Escobara podszedł nieznany mężczyzna i sześcioma strzałami z rewolweru zabił piłkarza, krzycząc po każdym strzale : gol, gol, gol !
W filmie dokumentalny "Dwóch Escobarów", który jest nie-sa-mo-wi-ty swoją drogą, pojawiła się teoria, że do śmierci Andresa Escobara nie doszłoby, gdyby żył Pablo Escobar (zbieżność nazwisk przypadkowa). Ten potężny boss kartelu narkotykowego z Medellin, znany z zamiłowania do piłki nożnej, został zabity pół roku wcześniej, co wywołało rozproszenie całego tamtejszego świadka przestępczego i jego zdziczenie. Domorośli szefowie - wyrastających jak grzyby po deszczu - gangów nie trzymali się wyznaczonych przez lata zasad i stąd morderstwo piłkarza, który mógł zostać gwiazda światowej piłki. Podobno jeszcze przed MŚ był dogadany z Milanem, gdzie miałby zapewnione miejsce w podstawowym składzie. A tak został jedynie kolejną ofiarą splamionej litrami krwi kolumbijskiej ziemi.

