Rysiek Rynkowski śpiewał, że "życie jest nowelą". Bzdura ! Jeśli już, to życie jest serialem. Długim, zawiłym, pełnym momentów ekscytacji i jednocześnie nieznośnej monotonii. Lata dzielą życie na sezony. Miesiące - na odcinki, zaś dni można przyrównać do poszczególnych epizodów. Z nowelą, która z definicji jest krótkim utworem, życie ma niewiele wspólnego.
Skoro życie jest serialem (co ustaliłem, a Wy macie wybór czy chcecie się z tym zgodzić, czy też nie), to warto byłoby się zastanowić, jaki gatunek najlepiej je reprezentuje. Sam skłaniałbym się ku sitcomowi. Stała scenografia, rzadko zmieniająca się obsada i najważniejsze - interakcja między bohaterami oparta na rywalizacji o to, kto komu ukradnie show. Czyż nie brzmi to znajomo ? Czyż nie jest tak, że dzień po dniu uczestniczymy w powtarzalnej komedii sytuacyjnej, gdzie jeden odcinek od drugiego różnią tylko detale ?
W trakcie dobiegających właśnie końca wakacji sięgnąłem po zbierający znakomite recenzje i cieszący się niesłabnącą popularnością od kilku lat serial "Dwóch i pół". Typowy sitcom, którego autorami są Chuck Lorre i Lee Aronsohn odpowiedzialni za sukces takich produkcji, jak "Dharma i Greg", "Roseanne" czy "The Big Bang Theory". Uznani twórcy odnieśli sukces, gdyż zagrali dobrze znanymi kartami. Zebrali utalentowaną obsadę, a rolę "wisienki na torcie" powierzyli absolutnej, choć w chwili startu serialu nieco przygasłej gwieździe - Charliemu Sheenowi.
"Dwóch i pół" to opowieść, a jakże, o dwóch braciach. Zupełnie różnych osobowościowo, którzy pod wpływem niespodziewanych zdarzeń muszą zamieszkać pod jednym dachem. Alan (Jon Cryer) jest rozwiedzionym, nieco fajtłapowatym mężczyzną, zawsze skorym do manipulacji ze strony kobiet. Charlie (w tej roli Sheen) jest jego zupełnym przeciwieństwem. Kawaler i hedonista żyjący pełnią życia, na co pozwala mu wysoka gaża inkasowana za tworzenie dżingli muzycznych do telewizyjnych reklam i kreskówek dla dzieci. Pije, uprawia hazard i z regularną częstotliwością wymienia partnerki seksualne (często również za pomocą pieniędzy). Tytułową "połówką" i dodatkiem do duetu braci jest Jake, syn Alana (Angus T. Jones) spędzający czas z ojcem i wujkiem podczas weekendów. W trakcie kolejnych sezonów obserwujemy proces jego dojrzewania, które wcale nie jest łatwe i stawia przed wyborem męskiego wzorca. Kochający tata-nieudacznik czy nieodpowiedzialny, choć prowadzący przyjemne życie wujek. W tle tej z pozoru prostej historii znajdują się barwne postacie drugoplanowe - wredna była żona Alana, zaaferowana własnymi sprawami matka braci, sympatyczna sąsiadka-prześladowczyni psychicznie zakochana w Charliem i Berta, bezkompromisowa gosposia.

Przez serial przetoczyło się wielu znakomitych aktorów (gościnnie nawet sam Sean Penn !), jednak nikt nie mógł skraść show Sheenowi. Jeden z ulubionych aktorów Olivera Stone'a, nie tyle grał Charliego Harpera, co stał się nim. Wielką sztuką to nie było, gdyż Sheen na tyle dobrze zna życie lekkoducha, że mógł spokojnie pomagać scenarzystom przy pracy nad kolejnymi odcinkami. Wszystko, a może nawet więcej, co znalazło się w serialowym życiu Charliego Harpera, Sheen przerobił osobiście. Związki z gwiazdkami porno - proszę bardzo. Korzystanie z usług prostytutek - nie ma problemu. Imprezy z morzem alkoholu - ależ oczywiście. Przy okazji miał spore problemy z narkotykami, a w 2009 roku sąd skazał go za przemoc domową wobec żony.
Należę do wielkich fanów talentu aktorskiego Sheena i serce mi się kraja, że prywatnie to taki pojeb. Po rolach w "Plutonie" czy "Wall Street" mógł zawojować Hollywood i otrzymywać najważniejsze nagrody przemysłu filmowego. Zamiast tego wybrał pieniądze i łatwiejszą fuchę w kinie klasy B. Kiedy wrócił na szczyt, właśnie za sprawą "Dwóch i pół", pokpił sprawę po raz kolejny. W trakcie trwania ósmego sezonu prezentował się tak źle pod względem fizycznym (ze względu na nawrót skłonności do "wąchania" i innych niezdrowych nawyków- sami zresztą możecie to ocenić), że Warner Bros. i twórcy serialu zerwali z nim współpracę. Sheen się wściekł, bo nagle stracił kupę łatwej kasy (niebagatelne 1,8 miliona zielonych za odcinek). Niewybrednie zwymyślał Lorre'a i Aronsohna, a także - nie wiedzieć czemu - kolegę z serialu, Jona Cryera. To pogorszyło sprawę i utwierdziło wszystkich, że wyrzucenie Sheena było dobrą decyzją dla serialu i samego, kompletnie zagubionego, nie radzącego sobie z uzależnieniami aktora.

Kilkanaście dni temu, stacja CBS wyemitowała pierwszy odcinek nowego sezonu "Dwóch i pół", już bez Sheena. Epizod był przeciętny, a na dodatek chaotyczny. Jedynym naprawdę zabawnym wyjątkiem był biegający nago nowy członek obsady, Ashton Kutcher. Nie wróżę mu jednak sukcesu. Nawet golizna Kutchera nie uratuje serialu, jeśli będzie w nim brakować dobrych gagów. A co z Sheenem ? Cóż znów (podobno) jest czysty, obie "boginie" (aktorka porno Bree Olsen i graficzka Natalie Kenly) odeszły z jego willi, zaczął normalnie wyglądać i najważniejsze - wraca do pracy. Oby na dłużej i z sukcesami na miarę jego talentu.
Charlie Sheenie, pozostań Charliem Harperem tylko w naszych wspomnieniach ! Może dzięki temu dostaniesz przed swoją, raczej pewną, przedwczesną śmiercią prawdziwą rolę życia.
P.ES : Historia zatoczyła koło. Dokładnie o tej samej porze rok temu napisałem notkę dotyczącą amerykańskich seriali.
P.ES 2 : UWAGA ! PROROKUJE ! Za 3-4 lata podstawowym stoperem reprezentacji Polski w piłce nożnej będzie... Jarosław Fojut ze Śląska Wrocław. Oglądałem wczoraj z bliska jego grę i zrobił na mnie znakomite wrażenie. Zdecydowany, szybki, dobrze grający głową, posiadający odpowiednie warunki fizyczne. Jeśli będą omijać go kontuzje i Lenczyk da mu możliwość regularnej gry możemy doczekać się stopera europejskiej klasy.
P.ES 3 : Czy jest mi ktoś w stanie wytłumaczyć, dlaczego zawsze w trakcie kampanii wyborczej w Polsce zawsze musi być taka "ruchawka" ? Nawet rykoszetem dostało się Nergalowi, który owszem swoje ma za uszami, ale przecież w tym śmiesznym "The Voice of Poland" jest tylko drobnym cwaniaczkiem, który myśli, że zna się na śpiewaniu. Co to komu przeszkadza ?
środa, 28 września 2011, flisak1900