Wywiad z trenerem Ostrowskim: "(...) Czy jednak nie za dużo tych trenerów? Tu Bikić, tu Wiktorowski. Wciąż pracuje jeszcze z ojcem?
Każdy z nich odgrywa inną rolę. Ojcu zawdzięcza wszystko, co osiągnęła, i nadal jest on ważną osobą w jej życiu. W pewnym momencie warunki ich współpracy musiały się jednak zmienić, bo oboje mają bardzo silne charaktery i coraz częściej dochodziło między nimi do konfliktów. Nie ma w tym nic nienormalnego, dziecko dorasta i chce być niezależne. Tyle że w przypadku Radwańskich jest to bardziej skomplikowane, bo ona nie mogła po prostu zwolnić ojca. Potrzebny był między nimi bufor. Ktoś, komu oboje będą ufać. Wiktorowski nadawał się znakomicie, bo to dobry znajomy całej rodziny . Jego obecność zapewniła Agnieszce psychiczną równowagę i zaczęła w efekcie lepiej grać.
Tylko tyle?
Aż tyle. W kobiecym tenisie 70, a nawet 80 proc. sukcesu to odpowiednie nastawienie psychiczne. U facetów jest tak, że jak się wyśpią i nic ich nie boli, to wyjdą na kort i będą nawalać dla samej przyjemności, jaką jest dokopanie przeciwnikowi. Z kobietami jest inaczej - nawet te najtwardsze muszą mieć w kimś oparcie. W ojcu, matce, trenerze... (...) Wróćmy do Radwańskiej.
Powtórzę: moim zdaniem po prostu szuka nowych rozwiązań. Zdała sobie sprawę, że musi w swoim tenisie coś jeszcze poprawić, by wygrywać z takimi zawodniczkami jak Azarenka regularnie, a nie od święta. Sądzi Pan, że to możliwe?
Oczywiście, w jej grze sporo można jeszcze poprawić. Trzeba to tylko zrobić umiejętnie, ba, Agnieszka jest wyjątkowa - jej tenis odbiega od ogólnie przyjętych schematów, podobnie było przed laty np. z Johnem McEnroem. Chodzi mi o różnicę, pomiędzy tzw. techniką wzorcową a techniką użytkową. Ta druga polega na tym, że dany zawodnik mniej lub bardziej odstępuje od kanonów gry zawartych w tenisowych podręcznikach, bo tak mu jest wygodniej. Stąd różne anomalie, które nie wszyscy potrafią zrozumieć. Komuś może się wydawać, że Radwańska robi coś źle, tymczasem wcale tak nie jest. To dotyczy wielu elementów jej gry. Zaczynając od serwisu, o którym opowiada się w Polsce legendy. Pana zdaniem niesłusznie?
I tak, i nie. Agnieszka używa tzw. lassa. Trzyma łokieć bardzo wysoko, uderza samym przedramieniem i nadgarstkiem. Zagrywa w efekcie z mniejszą siłą, ale rywalkom trudniej jest odgadnąć kierunek lotu piłki. Tym bardziej że, serwując w ten sposób, łatwiej jest nadać jej rotację. Mają również problem z odgadnięciem rzeczywistej siły takiego serwisu. Często się zdarza, że Agnieszka zagrywa tego swojego "balonika" i wydaje się, że nic prostszego, jak zrobić krok do przodu i wykończyć ją zabójczym returnem. Tymczasem niespodzianka - przeciwniczka się myli. Wydawało jej się, że piłka poleci wolniej albo szybciej, niż to ma rzeczywiście miejsce. Następna sprawa to wolej. Teoria głosi, że trzeba wówczas usztywnić przedramię, a główkę rakiety trzymać wysoko. Agnieszka zagrywa z tzw. miękkiego nadgarstka, a główkę opuszcza. Nikt jednak nie powie chyba, że ma kiepski wolej. Ona jest jedyna w swoim rodzaju, dlatego nie polecam nikomu zbyt mocnego majstrowania przy jej tenisie, bo można w ten sposób więcej popsuć, niż poprawić. Radwańska ma duże zaufanie do swoich nietypowych zagrań i najważniejsze jest, by go nie straciła. Co więc można w poprawić?
Moim zdaniem wszystko po trochu. Dobrze by było, gdyby poświęciła więcej czasu na treningach wypracowywaniu różnych wariantów agresywnej gry. Nie chodzi oczywiście o to, żeby atakowała non stop. To powinno być urozmaicenie jej stylu. Można to żartobliwie porównać do jednego rysunku Andrzeja Mleczki, na którym żółw stojący nad powalonym słoniem mówi: "Są takie chwile w życiu żółwia, że trzeba komuś dać w mordę". Ona też musi od czasu do czasu przyłożyć komuś większemu i silniejszemu.
Rozmawiał Hubert Zdankiewicz" - polskatimes.pl
niedziela, 05 lutego 2012, w1ktor