Czy to, że kupiliśmy nowy fotelik samochodowy (szaro-czerwony), materac do łóżeczka po starszym bracie, gąbkę do leżenia w wanience... to jakiś efekt pozytywnego myślenia, dystansu czy nadmierny optymizm? Obojętnie.
Fotelik wybierali chłopaki, a zaangażowanie Maksa przy wyborze fotelika - BEZCENNE. Sprawdził chyba wszystkie i obejrzał każdy wózek, sprawdzał resory i kolory, wszystko komentował np. ten ma okienko dla dzidziusia, a ten ma torbę na zakupy, a ten ma to, a ten tamto. Mamy wózek całkiem sprawny jeszcze po 'starszaku', ale warto było zobaczyć jak Maks biega po wielkim sklepie :) Mama sobie siedziała spokojnie w kąciku i obserwowała :)
Mam nadzieję, że damy radę... i mała da radę i mama jakoś da radę... i nasze dzielne chłopaki dadzą radę ;)
Jesteśmy już mocno zmęczeni, momentami wykończeni psychicznie i fizycznie. Niestety najtrudniejsze jeszcze przed nami. Chcielibyśmy już mieć to za sobą, a z drugiej strony wiemy jak ważny jest każdy kolejny tydzień - te 2-3 tygodnie jeszcze chociaż...
Momentami jakby to było jakieś de javu, bo myśli podobne, ale scenariusz zupełnie inny. Los sprawia, że kolejny raz z pokorą musimy podejść do tego co nas czeka i znowu poddaje nas jakiejś trudnej próbie radzenia sobie razem. Pozytywne jest to, że tym razem nie ma szybkiego bezpośredniego zagrożenia dla życia maleństwa jak to było w poprzedniej ciąży, jest/było zagrożenie dla zdrowia małej, ale na to nie mamy już żadnego wpływu. To pozwala czasami nie myśleć o tym co jest, co może być, co będzie i jak będzie. Jednak przechodzenie drugi raz podobnych emocji i stresu nie jest wcale łatwiejsze, bo teraz na świecie jest ten starszy brat, który opiekuje się siostrą od ładnych kilku miesięcy...
Nie... nie mówcie, że BĘDZIE dobrze... nie mówcie, że NA PEWNO damy radę, bo nie o to chodzi, aby udawać, że nie wiemy co nas czeka! Każdy ma swój sposób na radzenie sobie ze stresem. Mi to akurat zdecydowanie nie pomaga, a działa wręcz przeciwnie, bo naiwna nie jestem - nikt z Was się jeszcze nie pochwalił, że ma układ z Panem Bogiem, może wpłynąć na zmianę losu albo zna przyszłość, bo gdyby tak było to chyba byście nam zaoszczędzili "przyjemności", więc bez ściemy mi tu, że będzie dobrze! Co ma być to będzie i MAM NADZIEJĘ, że będzie dobrze, ale nikt z Was nie wie tego NA PEWNO. Ludzie trudniejsze momenty umieli przetrwać zarówno w ciąży jak i po porodzie... i my też razem i osobno jakoś próbujemy sobie na swój sposób z tym poradzić. W tym... cudownym, pięknym i wspaniałym okresie życia rodziców jakim jest ciąża i beztroskie oczekiwanie na maleństwo (grrrr to nie o nas!). Mam nadzieję, że Wasze maluchy rodziły i będą się rodzić z uwzględnieniem właśnie tego cudownego, pięknego i wspaniałego czasu, bo każda ciąża jest inna :)
... a teraz tak po prostu najważniejsze, że jesteście z nami - nic nie musicie mówić i robić... no może trzymajcie kciuki, odprawiajcie modlitwy, medytacje, tańce, itp. - wszystko mile widziane, a już zwłaszcza jeśli może mieć wpływ na los OD TERAZ :) Dzięki.
wtorek, 10 stycznia 2012, vipunia