Jakby komuś się zachciało iść do przychodni z chorym dzieckiem po Świętach, to generalnie NIE polecam, bo przecież mają urlopy (!).
Co na to NFZ? Zadzwoniłam do NFZ w Wielkopolsce, gdyż placówka, do której mamy zapisane dziecko mieści się w Puszczykowie k. Poznania.
NFZ mówi: "niemożliwe, bo trzeba zapewnić zastępstwo, bo to złamanie zapisów w kontrakcie... ale wiemy, że teraz w okresie międzyświątecznym będzie dużo skarg". Mało tego NFZ rozkłada ręce i mówi, że teraz kontrole i tak muszą zapowiadać, więc jedyne na czym mogą polegać to na zgłoszeniach od niezadowolonych pacjentów.
Nasza cierpliwość po kilku takich sytuacjach w roku delikatnie mówiąc jest mocno nadwyrężona... aż chce się powiedzieć "Szczęśliwego Nowego Roku!".
Jako rodzice mamy 3 wyjścia:
- zmienić lekarza (dzisiaj jeszcze!),
- udać się z młodym na pogotowie po 18:00 (na pewno będą tłumy, biorę zastrzyki i wiem, że kolejka będzie teraz bardzo długa i to jeszcze o godzinie, kiedy dziecko będzie najbardziej słabe). Dodam, że pogotowie jest oddalone od nas spory kawałek (Luboń, które prowadzi usługi dla 3 gmin, tj. Mosiny, Puszczykowa i Lubonia).
- udać się na o ddział ratunkowy lub zadzwonić po karetkę - do kaszlu i kataru dziecka (!), odciągając ich od ratowania komuś życia i obciążyć ewentualnymi kosztami i odpowiedzialnością moją placówkę.
Mogę zawsze napisać skargę do NFZ i zawiadomić media, ale to mi chyba problemu w tej chwili nie rozwiąże.
Po moim wpisie na Facebooku widzę, że to powszechna sytuacja, zwłaszcza w małych placówkach - urlop, choroba lekarza = brak zapewnienia zastępstwa, a pacjenci odsyłani na pogotowie (po 18-tej).
wtorek, 27 grudnia 2011, vipunia