Właśnie mija półmetek... już i dopiero. Przed nami jeszcze 4,5 miesiąca stresów, nerwów i pewnie leżakowania. Czuję się trochę lepiej, mogę czasem wstać i posiedzieć. Zatem jeśli nie jest nam dane, że będzie DUŻO lepiej to oby chociaż tak było do połowy lutego, a wtedy jest szansa że pojawi się na świecie kolejny mały człowiek.
Przy okazji dziękujemy za wszystkie kciuki i prosimy o więcej :)
Przyda się też wspomaganie nas w cierpliwości :)
Ciąża z Maksem te ponad 4 lata temu była chyba najbardziej ekstremalną dawką stresu, co widać na lekko srebrnej głowie mojego męża. Teraz dla zdrowia psychicznego próbujemy się jeszcze bardziej zdystansować aniżeli poprzednio. Nie jest przecież "różowo i fioletowo" jak w tych babskich gazetkach, więc nie popadamy w nadmierną radość :) ale przecież jak leżeć trzeba - to leżę!
piątek, 23 września 2011, vipunia