Okazał się nią metropolita krakowski, kard. Stanisław Dziwisz. Zaskakuje brak abp. Nycza na wysokiej pozycji w rankingu.
W przyszłym roku zakończy się kadencja abp. Józefa Michalika, obecnego przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski. O tym, kto będzie jego następcą zdecydują biskupi na zebraniu plenarnym. Koło ruletki z nazwiskami zaczęło jednak już się kręcić. Oczywiście pierwszym jakie nasuwa się jest abp Michalik, który może pełnić urząd przez drugą kadencję. W ocenie wielu okazał się jednak słabym przewodniczącym, zachowawczym i nie radzącym sobie z wyzwaniami, jakie stoją przed polskim Kościołem. W mediach i na arenie politycznej częściej zabierają głos inni biskupi, niż osoba, która ma za zadanie reprezentować całą Konferencję Episkopatu. Znane są również jego osobiste sympatie do pewnej toruńskiej rozgłośni radiowej i pobłażanie działaniom jej dyrektora. To może dyskwalifikować go w oczach wielu wiernych i kleru, ale polscy biskupi w większości również sprzyjają Radiu Maryja. Pytanie tylko czy w tej sprawie nie powinni się akurat wsłuchać w głos swoich diecezjan, a nie odbiornik radiowy.
A głos wiernych jest zgoła odmienny. 65 proc. ankietowanych w sondażu SMG/KRC dla Newsweeka, jako najważniejszą osobę w polskim Kościele, wskazało metropolitę krakowskiego, kard. Stanisława Dziwisza. Swoją pozycję zawdzięcza nie tylko wieloletniej współpracy z papieżem Janem Pawłem II, kochanym przez Polaków, ale także wyrazistej osobowości. Nie unika on zabierania głosu w trudnych i drażliwych społecznie tematach, często wtrąca się też do polityki. Od czasu objęcia przez niego krakowskiej diecezji, Wawel wyrasta na silny ośrodek w polskim Kościele, opozycyjny w stosunku do Torunia i "moherowych" biskupów. Popularność wśród wiernych przewrotnie może być przeszkodą dla kard. Dziwisza na drodze do przewodniczenia Episkopatowi. Wśród polskich hierarchów niewiele jest silnych jednostek, dominuje myślenie grupowe i konformizm. Jednostki wybijające się są raczej sprowadzane do parteru. A kardynał jest dodatkowo osobą obcą, przyjezdnym, który przez 30 lat oglądał polski Kościół z wysokości Watykanu. Niewykluczone, że kiedyś nawet tasował karty, wykładane na stół w Warszawie. Teraz będzie musiał się zmierzyć w tej grze.
Zaskakujące jest, że ludzie nie wskazali abp. Kazimierza Nycza, jako osoby ważnej w polskim Kościele. Zyskał on już sympatię i popularność w swojej diecezji, ale szerokiemu gronu wiernych pozostaje na razie nieznany. Pomijając może tych, którym bliskie są zagadnienia katechezy, co jest domeną metropolity warszawskiego w Episkopacie. Na razie zdaje się on przejawiać postawę zachowawczą. Pytany o trudne sprawy często zasłania się stanowiskiem Episkopatu. Mówi się jednak, że poważnie myśli o kandydowaniu na stanowisko przewodniczącego. W 2009 r. będzie zakończona reforma warszawskiej kurii. Budowa Świątyni Opatrzności ostro ruszyła do przodu - udało się rozwiązać problemy z rządowym wsparciem, a Dzień Dziękczynienia otworzył kieszenie wiernych w całym kraju. Jak niedawno wspominał sam arcybiskup, jeszcze jedna taka zbiórka i uda się osiągnąć stan surowy zamknięty. To znaczące osiągnięcia, zwłaszcza po słabym poprzedniku, które pozwalają poważnie myśleć o karierze w Episkopacie. Spraw warszawskich może przecież dopilnować abp Henryk Hoser, który o karierze nie myśli w ogóle, ale chętnie współpracuje z sąsiadem zza Wisły. Wspólne projekty katechetyczne i medialne zdejmą abp. Nyczowi znaczny ciężar z barków. Brak metropolity warszawskiego w rankingu Newsweeka wcale nie przekreśla jego szans na zwycięstwo w wyborach. Głos wiernych w tej sprawie liczy się najmniej. Ważne natomiast czy biskupi zechcą wybrać przewodniczącgo marionetkowego, charyzmatycznego lidera czy sprawnego administratora.
niedziela, 26 października 2008, j.zawadzki