O Świętach dużo by pisać... były piękne. Dziewczęta niestety dosyć intensywnie w tym okresie przeżywały wyżynanie się trzonowców - ale nawet mimo gorszego nastroju świętowały:-)
Było więc wspólne pieczenie pierniczków (sporo czasu zajmowała nam walka o surowe ciasto, które Dziewczęta z uporem maniaka próbowały zjeść:-)), było gotowanie kompotu (myślę, że mogę powiedzieć, że to ich ulubiona z potraw wigilijnych:-)), ubieranie choinki (a jak się dziwiłyśmy na widok kujących gałązek.. co prawda znałyśmy je już, ale nigdy nie były tak blisko pod ręką - w domu:-)), lepienie pierogów i uszek (to akurat w towarzystwie sąsiadów gdy Dziewczęta spały).
Była wspólna Wigilia(Dziewczęta skutecznie próbowały każdej potrawy - często wbrew mamie...)
Była Pasterka u Dominikanów i wspólne kolędowanie (Dziewczęta w tym roku ze względu na zęby zostały w domu po opieką Dziadka - by po powrocie do domu - ok.3 nad ranem - radośnie zacząć grać w piłkę - na szczęście tylko przez chwilę, gdy położyliśmy się spać padły i one:-))
No a potem było wielkie leniuchowanie i goszczenie i bycie goszczonym. Było robienie dziur w suficie i wieszanie drewniano - sznurkowych huśtawek na środku pokoju (ach co za radość). Były też nowe słowa. "opsa" Gabrysi (w raz z odpowiednim ruchem:-)) i "tak" Mai (też z odpowiednim ruchem).
A na koniec dziewczęta wyciągnęły buty taty i skrupulatnie zaczęły przelewać do nich zawartość swoich bidonów. Skutecznie.
sobota, 31 grudnia 2011, asieqz