Tama, rejs i strefa DMZ
Moonczol jest ksiegowym. Jest bardzo pocieszny i troche bojazliwy, przy czym zawsze otwarcie przyznaje sie do swoich slabosci. Monczul jest zmotoryzowany, ma stare auto - KIA (hmm KIE...?), w ktorym slychac kazda srubke, jak w moim starym kaszlu. Moonczul nie lubi swojej pracy i chce podrozowac po swiecie. Jego ojciec absolutnie nie chce o tym slyszec.
Dwa tygodnie temu Moonczul zabral nas na piekna wycieczke, pod sama granice z Korea Polnocna. Po drodze zahaczylismy o najwieksza tame w Korei i poplynelismy stateczkiem na wyspe.
Dalej w trasie potracilismy czlowieka (!!), ktory zawiany wylazl nam na droge. Na szczescie jechalismy bardzo powoli i nie sie nie stalo. Ci co spali, obudzili sie na dobre. Jednak od tej pory Moonczul nie mogl sie pozbierac. Gdy bylismy juz bardzo blisko, w strefie DM (patrz Paju), a slonce powoli zachodzilo za pieknymi szczytami gor Korei, kreta droge pokryla wartswa lodu. Bylismy sami, otoczeni pieknym, surowym krajobrazem. W momencie gdy jedyne auto jadace z gory zakrecilo baczka i zatrzymalo sie na zasniezonym zboczu, Moonczul zwatpil. Wspolnymi silami dobrnelismy do jednostki wojskowej, zasalutowalismy mlodziutkim, ale powaznym koreanskim zolnierzom i zawrocilismy.
Nie zobaczylismy Korei Polnocnej, choc byla tak blisko, ale Moonczul wynagrodzil nam to pieknymi opowiesciami - o biedzie, falszu medialnym, szpiegach, o smutku i wspolczuciu koreanczykow po stronie poludniowej, ktory na codzien ginie gdzies w miejskim szumie.
Fot. Paulini
Fotoreporterzy
W rozklekotanym, ale przytulnym aucie Moonczula
Fot. Paulini
Mala przystan - fot. Paulini
Moonczul
Fragment jednostki wojskowej przy DMZ - fot. Paulini
Fot. Paulini
Pusan 3, rejs 2, rytual Voodoo na skale
Kolejny weekend z Moonczulem. Tym razem Pusan. Spedzamy kilka przyjemnych chwil na kamienistym brzegu zatoki, po czym przemieszczamy sie w okolice skromniutkiego portu. Obok biednych, parterowych chalupek buduje sie wielkie i baaardzo atrakcyjne, (w oczach bogatych mieszkancow miasta), blokowisko o wymownej nazwie "I love View".
Plyniemy w rejsik malym stateczkiem, oplywamy 6 skal, z ktorych jedna, w czasie przyplywu, ginie pod woda. Mamy wielkie szczescie, poniewaz sternik okraza klimatyczna skalke z latarnia - troche w stylu "The Ring", dzieki czemu mamy okazje obczaic bardzo rzadki i bardzo kosztowny obrzed Voodoo (!!). Kobieta w pieknym stroju tanczy na skalnym zboczu (czasem na boso, po ostrzach nozy, z prosiakiem na ramionach... - nie tym razem), a rodzina, ktora zaplacila za usluge, czeka na efekty jej magii. Celem calego obrzedu jest odeslanie zlych duchow, ktore nekaja bliskich, albo pozegnanie zmarlych, ktorzy nadal nawiedzaja zywych...
Zatoka Pusan - fot. Lukaszi
Fot. Paulini
Fot. Paulini
Fot. Paulini
Fot. Paulini
Fot. Paulini
Fot. Paulini
Fot. Paulini
Zasluzony Samgyopsal - fot. Paulini
niedziela, 24 grudnia 2006, ummasun