Wigilia
Pakuje juz manatki na pojutrzejszy wyjazd do Seulu (trzeba jechac, skoro sie juz jest w tej Korei), a to znaczy ze najwyzszy czas na sprawozdanie z Wigilii.
Na szczescie, dla teskniacych za domem, w Korei nie odczuwa sie zbytnio klimatu swiat. Niewiele jest wokol symbolicznych drzewek, lampek, mikolajow i koled (chociaz w Deagu widzielismy piekna konstrukcje ze swiatelek i bernardyna zaprzegnietego do san Mikolaja...) Koreanczycy nie spedzaja Wigilii w gronie rodzinnym, tylko raczej wsrod przyjaciol. Chodza na kolacje, do kina, na imprezy. Ci mocno wierzacy, a jest ich cala masa (wokol mnie, najbardziej religijni sa protestanci i prezbiterianie, buddysci raczej bez przekonania), spedzaja swieta i sylwestra w kosciele. Siedza tam godzinami, tancza, spiewaja, jedza... bo kosciol to taki drugi dom.
To wszystko pozwala zrozumiec dlaczego tak po prostu wyslali nas na szkolenie, ktore zahacza o te, tak wazne dla nas, swieta.
Rodacy jednoglosnie zrezygnowali z ostatniej wycieczki na rzecz kolacji wigilijnej. Kilka osob wzielo sprawy w swoje rece i przygotowalo sale - wystroj, a przede wszystkim jedzenie, ktrore okazalo sie strzalem w dziesiatke! Z braku dostepnych srodkow nie bylo barszczu, tylko grzybowa; byl za to oplatek i bigos z kapusty pekinskiej (hit!!). Byly pierogi, krokiety i panierowana ryba.
Naszymi goscmi byli koreanscy mentorzy, ktorym nikt nie powiedzial, ze oplatek to nie wafelek.
Szkla nie bylo, przez co atmosfera pozostala raczej podniosla, jednak naprawde mila jak na Wigilie tak daleko od domu...
Po kolacji pojechalismy do kosciola katolickiego na moja pierwsza w zyciu pasterke :). Kobiece glowy okryte bialymi chustami, pogaszone swiatla i delikatny blask swiec, piesni w wykonaniu choru, ktory ksiadz skomentowal jako nietrzezwy... (wedlug naszego informatora). Podczas mszy padly slowa "Polandy" i "Merry Christmasy", a kilka osob rozgladalo sie po sali, wiec poczulismy sie naprawde zauwazeni :)
Po mszy zaciagneli nasza grupke do ogniska. Byly przekaski i soju, co bardzo rozgrzalo serca kilku naszych. Atmosfera swojska i rodzinna - naprawde wyjatkowa.
Wieczor zakoczyla wymiana podarkow w scisle tajnym gronie. Dziekuje Wam drodzy przyjaciele za wspolne swieta na obczyznie :)
Anio, jak juz bierzesz aparat to wez tez baterie... Paulini dziekujemy za wszystkie zdjecia, gdyby nie ty... :)
Bigos - mieso bylo - mea culpa...
Lososiowe przekaski
Gumo-zelkowe slodkosci
Menago - Lukaszi Doboszi
Tlumaczka Lukaszi - Bean Nari vel. Alice
Przed kosciolem - "Jak ktos kupi swiece, to moze nas wreszcie wpuszcza..."
piątek, 29 grudnia 2006, ummasun