No bo... czy warto?
Ciezko byc ta osoba w zwiaku, ktora kocha bardziej. Teraz patrze na nia, stara juz kobiete i nie wiem co myslec. Zabrala mi wszystko, dajac niewiele w zamian. Kiedy ja poznalem, niedlugo po smierci pierwszej zony, byla wlasnie tym, czego szukalem. Energiczna, zadbana, troskliwa... Myslalem, ze kochajaca. Dzieci mowily do niej "mamo", wnuczki "babciu". Przez dlugi czas udawalem, ze nie widze zimnego wzroku jakim patrzyla na moja rodzine. Ze nie slysze jak sie z nich smieje, nie widze wyrazu twarzy, kiedy przyjezdzali mnie odwiedzic. Nie bylem juz w tym wieku kiedy moglem przebierac w kobietach, dziekowalem Bogu za jej zaintersowanie. Chociaz zaintersowana byla glownie moim stanem posiadania...
Przeprowadzilismy sie do duzego miasta, w ktorym miala dom po rodzicach. Duzo zbednego miejsca, wiec zdecydowalismy sie na wynajem pokoi studentom. Cala moja emerytura szla na splacanie rachunkow i utrzymanie domu. Zyski z wynajmu i jej renta zasilaly konto w banku nalezace tylko do niej. Moj dom i ziemie na wsi sprzedalem za bezcen - wnuczce ktora wlasnie urodzila nieslubne dziecko. Dziecko mezczyzny, ktorego spotkala raz w zyciu.
Teraz patrze na nia, stara juz, umierajaca kobiete. Na jej dzieci, ktore przyjechaly tu wlasnymi mercedasami i rozdzielily nasz dom i jej majatek miedzy siebie. Za jej zgoda. Staram sie nie myslec o tym co bedzie za kilka miesiecy, gdzie bede mieszkal. Ktore z moich dzieci badz wnukow wezmie starego, niedoleznego mezczyzne i zechce sie nim zaopiekowac. Wspieralem ich cale zycie, oddalem to czego nie zabrala ona.Teraz nie mam nic i nikogo.
Gdybym tylko miala mozliwosc, Dziadku... Wiesz, ze nie moge, nie mam jak. Przepraszam.
środa, 07 stycznia 2009, paniena.z.okiena