No tak, wstyd się przyznać, ale rok prawie upłynąć musiał od naszego pobytu w Katalonii, żebym zabrała się za dokończenie hiszpańskiego bloga. A została już tylko Girona, z piękną starówką i wspaniałą katedrą Santa Maria.
Taki widok ukazała się nam od strony parkingu
A tak pięknie zarastał pnączami most, pod którym przechodziliśmy w drodze na Starówkę
Zagłębiliśmy się zatem w wąskie brukowane uliczki
Pierwszy był kościół Sant Feliu, romańsko-gotycki, stojący na miejscu grobów św. Narcyza (nie wiedziałam, że jest taki święty) i św. Feliksa. Niegdyś służył on jako bastion, chroniący miasto od strony rzeki.
A propos świętego Narcyza- podobno został ona zamęczony w IV w., natomiast w 1285r. uchronił miasto od wojsk francuskich, zsyłając na napastników chmarę much, które wyfrunęły z jego grobu.
Wyruszyliśmy dalej uliczkami Girony w stronę katedry
Oto ona- prowadzą do niej monumentalnie barokowe schody zbudowane w XVIIw.
W miejscu, gdzie stoi obecny kościół wcześniej znajdowała się rzymska świątynia, potem meczet. Katedrę ufundowała Ermessenda w 1038r.*
*Jesli ktoś czytał "Władcę Barcelony, na pewno kojarzy ta postać. Ermessenda była żoną Ramona Borella i faktycznie to ona rządziła Hrabstwem Barcelony, odsuwając od władzy także swojego syna Berenguera Ramona i wnuka Ramona Berenguera I. Ostatecznie, po interwencji biskupa Oliby Ermessenda sprzedała wnukowi swe terytoria, zas inne bogactwa przekazała w testamencie Kościołowi. W rzeczywistości to własnie Ermessenda doprowadziła do uniezależnienia Hranstwa Barcelony od państwa Franków oraz doprowadziła do zwycięstwa nad Maurami pod Kordobą.
Ermessenda została pochowana w katedrze, obecnie jej szczątki spoczywają w jednej z bocznych kaplic w gotyckim sarkofagu z posągiem władczyni.
Nawa główna katedry, przebudowana w XIVw., podobno najszersza ze wszystkich gotyckich kościołów w Europie.
Marmurowy ołtarz w romańskim prezbiterium pochodzi z 1038r., obok stoi marmurowy fotel biskupi, uważany za tron Karola Wielkiego, wykonany w 785r.
Katedralne romańskie krużganki.
W Muzeum Katedralnym mozna zobaczyć między innymi romaśnie rzeźby, iluminowany manuskrypt "Komentarze do Apokalipsy" z 975r. oraz tkaninę z XIw. ze scenami biblijnymi.
Widok z ogrodu, który znaleźliśmy powyżej katedry
To też katedra, tyle, że "od zaplecza" ;-)
Spacerując wąskimi uliczkami miasta, także dwanej zydowskiej dzielnicy El Call w sąsiedzwtie katedry, powróciliśmy do kościoła Sant Feliu. A czego właściwie tam szukaliśmy?
Ano tego właśnie! Czytając w przewodniku o rzeźbie Lwicy na kolumnie, wyobrażaliśmy sobie, że będzie bardziej monumentalna, pewnie dlatego nie znaleźliśmy jej od razu.
Stoi na Placa Sant Feliu. Obecna rzeźba jest kopią (oryginał pochodzi z XIIw.). A do czego służy?
No oczywiście do zapewnienia sobie powrotu do pięknej Girony. Turyści cmokają Lwicę w pupę, aby zagwarantować sobie, że kiedyś tu jeszcze wrócą. Nasze dziewczyny nie omieszkały skorzystac z okazji. Aby dosięgnąc do wiadomej części ciała postawino specjalną drabinkę. Trusia co prawda i tak nie była stanie dosięgnąć, ale zawsze mogła posłać całuska we wiadomym kierunku;-)
Domy nad rzeką Omyar
Do zobaczenia Girono. Do zobaczenia Katalonio. Jeszcze tu pewnie wrócimy. Bo w końcu tyle jeszcze zostało do zobaczenia- w samej Gironie nie dotarliśmy na przykład do arabskich łaźni, wzniesionych w XIIw., a odrestaurowanych w latach 20 XXw. pod kierunkiem moich ulubionych modrnistów.
Trusia już się wybiera. Nawet w tym roku chciała (a mamy już, przypominam, kolejne lato, 2011). W końcu łaskawie zgodziła się, że w tym roku może byc Dalmacja, ale za rok- Hiszpania koniecznie :)
sobota, 25 czerwca 2011, dsmiatek