Kolejny raz wybra³y¶my siê w "dziewczyñskim" gronie do Barcelony. Trusia z Tatusiem zostali na kempingu, a my, po godzinnej je¼dzie autobusem ponownie wyl±dowa³y¶my na Placa de Catalunya. Ruszy³y¶my na pó³noc ulic± Passeig de Gracia, zbaczaj±c z niej na chwilê na równoleg³± Rambla de Catalunya.
Passeig de Gracia, podobnie do La Rambla to obsadzona drzewami szeroka aleja. Po jej obu stronach stoj± przepiêkne budynki z doby modernizmu i markowe sklepy- które stara³y¶my siê ignorowaæ.
Kute uliczne lampy i wy³o¿one mozaik± ³awki zaprojektowa³ w 1906r. Pere Falques.
A do chodnikowych p³ytek sw± "rêkê" przy³o¿y³ ponoæ sam mistrz Gaudi.
Najslawniejszy odcinek Passeig de Gracia zwany jest Illa de la Discordia, czyli Kwarta³ Niezgody. Nazwa wziê³a siê z bliskiego po³o¿enia trzech wspania³ych modernistycznych budynków, ka¿dy zosta³ zaprojetowany przez innego architekta w innym stylu.
Na rogu stoi monumentalny budynek, tak¿e z doby modernizmu
Tu¿ za nim Casa Lleo Morera, ozdobiony rze¼bami Eusebia Arnau:
Trzeci to bajkowy, nierealny, cudny Casa Batllo Gaudiego:
Cóz, mimo innego obiektywu nie uda³o mi siê uj±æ tej bajki.
Casa Batllo- jedyny z ca³ej trójki- mo¿na zwiedzaæ- niestety cena biletów zniechêca- ok 20 euro:(
Spójrzcie jeszcze na detale Casa Lleo Morera:
Casa Amatler- pomiêdzy Casa Lleo Morera a Casa Batlo:
Za rogiem, przy ulicy Arago, mie¶ci siê kolejny modernistyczny budynek, projektu Domenecha i Montanera, obecnie mie¶ci siê w nim Fundacio Tapies. W tej pl±taninie drucików na dachu mo¿na wypatrzeæ krzes³o, a druciki to nic innego jak rze¿ba Tapiesa "Chmura i krzes³o".
Zboczyli¶my z Passeig de Gracia na równoleg³± Rambla Catalunya. W³a¶ciwie ka¿dy budynek na tej ulicy wart jest podziwiania:
Poniewa¿ trochê zg³odnia³y¶my, zagl±dnê³¶my do opisanej w przewodniku cukierni Mauri- sta³y¶my przed górami ciastek, podziwai³y¶my czekoladowe je¿e i nie mog³y¶my siê zdecydowaæ. W koñcu ka¿da z nas wybra³a swoj± pyszno¶æ, zasiad³y¶my na ³aweczce i delektowa³y¶my siê hiszpañskimi wypiekami. A ko³o nas zaparkowa³ taki oto uroczy skuterek:
Posilone ruszy³y¶my dalej, zadzieraj±c g³owy i podziwiaj±c kolejne dzie³a hiszpañskiej secesji- bo w koñcu modernizm to jej odmiana;)
To, jak mniemam, powinna byæ Casa Serra, ale trochê czasu ju¿ od naszego pobytu w Barcelonie up³ynê³o, wiêc je¶li siê mylê, to proszê o sprostowanie.
Przed g³ównym punktem programu odetchê³y¶my chwilkê w cieniu ogrodów Palau Robert, wypatruj±c papug w¶ród palmowych li¶ci- s³ychaæ je by³o, ale zobaczyæ siê nie uda³o.
W koñcu nadszed³ czas na jedn± z gwiazd tego dnia i pobytu- jeden z najs³ynniejszych domów Gaudiego- Casa Mila.
Casa Mila, zwany te¿ La Pedrera, czyli "kamienio³om" z powodu fasady z nieregularnie ciosanego szarego kamienia. Zosta³ on wpisany na listê ¶wiatowego dziedzictwa UNESCO.
Tu ju¿ nie odpu¶ci³y¶my,odsta³y¶my pó³ godzinki w kolejce i zakupi³y¶my bilety za jedyna 12 eurosków.
W ¶rodku:
Domek dla lalek
I na dachu:
Ju¿ na dole:
A to jeszcze nie by³ koniec modernizmu. Po opuszczeniu Casa Mila ruszy³y¶my w dalsz± wêdrówkê ulicami Barcelony, tropi±c kolejne budowle. Przy ulicy Diagonal stoi Casa Asia:
Troszkê dalej stoi kolejny wspania³y budynek- Casa Rerrades- Dom z Iglicami
I taki ma³y ¿arcik obrazkowy:
I ostatni budynek- Casa Macaya:
A na sam koniec, ogl±dana ju¿ wielokrotnie z daleka, podziwiana ze wzgórza Parku Guell, wypatrywana z dachu katedry, najs³ynniejsza budowla w Barcelonie-
Proszê pañstwa, oto Sagrada Familia:
Có¿, oczekiwania przeros³y rzeczywisto¶æ. Zapamiêta³am ko¶ció³ ¶wiêtej Rodziny jak budowlê z b³ota, zamek z mokrego piasku, ze wspinaj±cymi siê na wie¿e jaszczurami i ¶limakami. I to te¿ by³o. Ale g³ówne wra¿enie, jakie mi osobi¶cie pozosta³o, to plac budowy. ¦wi±tynia wci±¿ jest w trakcie wznoszenia. Pierwsza z trzech fasad, Fasada Bo¿ego Narodzenia, jedyna ukoñczona za ¿ycia Gaudiego i jego projektu, zachwyca. Druga, prawie gotowa, Fasada Mêki Pañskiej, wspó³czesna, budzi ju¿ mniejsze emocje. Ostatnia, Fasada Chwa³y Bo¿ej- jeszcze w³a¶ciwie nie powsta³a. ¯eby zobaczyæ ko¶ció³ od ¶rodka trzeba postaæ w kolejce i ui¶ciæ 10 euro. Odpu¶ci³y¶my, poogl±da³y¶my go tylko z zewn±trz. Bardzo szybko topniej± te euroski w portfelu:(
Po obejrzeniu Sagrada Familia podjecha³y¶my metrem na Placa Catalunya i wpad³y¶my jeszcze na chwil parê do dzielnicy La Ribera. Nie mog³y¶my przecie¿ odpu¶ciæ Palau de la Musica Catalana:
Niestety, nie uda³o nam siê ju¿ zajrzeæ do ¶rodka i popodziwiaæ wspania³ej (podobno) sali koncertowej, wpisanej tak¿e na listê ¦wiatowego Dziedzictwa Kulturalnego UNESCO, z piêknym (widzia³am na zdjêciach) witra¿em w suficie.
Po emocjach z prze³omu IXI i XX wieku nale¿ala nam siê chwila oddechu przy X-ciowiecznym ko¶ció³ku Sant Pere de les Puelles:
A na koniec w nagrodê z pilne dreptanie i ogl±danie by³y wspania³e lodowe desery w firmowej kawiarni Haagendas'a. Po¿egna³ nas frasobliwy barceloñski byk:
Du¿o nam jeszcze zosta³o do zobaczenia w Barcelonie. Jeszcze nie wszystkie domy Gaudiego odnalaz³am, nie wjechalam na wzgórza Montjuic i Tibidabo. Zosta³ jeszcze Miro i Picasso. Bêd± w sam raz na kolejn± wizytê.
sobota, 30 pa¼dziernika 2010, dsmiatek