Taka pozostała w moich wspomnieniach- elegancka, wygodna- bo i z parkowaniem problemu nie było i latwo dało się odnaleźć wszystkie zalecane do zwiedzenia zabytki.
Tarragona jest najlepiej zachowanym rzymskim miastem poza granicami Włoch (ha, i być może w tym tkwi sekret, dlaczego wspominam ją wyjątkowo dobrze- bo dużo w niej z mojej ukochanej Italii;). Tarraco- dzieło Scypionów, zdobyta przez Rzymian w 218r. p.n.e., za czasów rzymskich stolica prowincji i główny ośrodek handlowy, w szczytowym okresie rozwoju miasta żyło tu aż 250 tysięcy ludzi.
Samochodem dotarliśmy na Rambla Nova, gdzie zaparkowaliśmy na ulicy, zaledwie parę kroków od Balco del Mediterrani- wspaniałego placu-tarasu z widokiem na Plażę Cudu.
Jak już nasyciliśmy wzrok widokiem morza, wielkich i małych statków, pozazdrościliśmy szczęśliwcom pluskającym się w wodzie i wylegującym na piasku, pożałowaliśmy, że nie zabraliśmy ze sobą kostiumów i ręczników, powędrowaliśmy dalej.
Kolejnych parę kroków zaprowadziło nas prosto do rzymskiego amfiteatru z czasów Oktawiana Augusta.
Mieściło się tu 14 tysięcy widzów,a częśc siedzisk wykuto w litej skale (jak to zwykle w rzymskich amfiteatrach jest praktykowane).
Kawałeczek dalej znajduje się, także rzymski, cyrk z Iw. n.e. z hipodromem:
Obok cyrku stoi, nieciekawy z zewnątrz, dom pretora, przebudowany później na palac namiestników królów aragońsko-katalońskich, a w nim Muzeum Archeologiczne. My do muzeum nie zachodziliśmy, podążyliśmy dalej wąskimi uliczkami miasta, w górę, do katedry. Po drodze mijaliśmy taki oto ciekawy domek:
Ulicą Carrer Major dotarliśmy wprost do romańsko-gotyckiej katedry:
Tuż obok, na rogu, stoi gotycki budynek z arkadami z XIVw. (Voltes Gotiques), gdzie w średniowieczu odbywały się targi:
Katedra sprawiła nam trochę kłopotów, albowiem nie od razu udało nam się znaleźć do niej wejście. Nie były to bynajmniej drzwi w głównym gotyckim portalu, ani żadne z bocznych w fasadzie. Obeszliśmy całą budowlę dookoła, żeby wreszcie natrafić na boczne wejście od strony muzeum diecezjalnego. Gdybyśmy obchodzili katedrę w drugim kierunku, znaleźlibyśmy je wcześniej. No ale wtedy pewnie nie zobaczylibyśmy tego oto pięknego budynku, w ktorym niegdyś mieścił się szpital:
No i w końcu jest- wejście do katedry, a przy okazji do muzeum diecezjalnego:
Z wewnętrznego atrium i krużganków możnasię było pozachwycać katedrą w całej jej okazałości:
Goryckie krużganki to wyjątkowo piękne, ciche miejsce- można tu posiedzieć w cieniu i chwilę pokontemplować, powdychać zapach róż, rosnących na dziedzińcu, posłuchać szmeru wody z fontanny. I popodziwiać przepiękne kolumny z rzeźbionymi kapitelami- rzeźby często przedstawiają rozmaite zwierzęta, jest tu tez scena pogrzebu kota, ktoremu ostatnią posługę oddają szczury.
Po zwiedzeniu katedry czas na mały relaks i postanowienie, gdzie dalej się udajemy. Jak się dobrze przypatrzeć, to na ziemi leży mnóstwo kolorowych ścinków papieru, bibułek i kwiatowych płatkow- niedawno odbywal się tu ślub, a lokalny zwyczaj jest taki, że młodą parę obsypuje się nie ryżem czy drobniakami, a właśnie kolorowymi papierkami i płatkami kwiatów.
Popatrzyliśmy jeszcze na rzymskie mury- pomiędzy nimi, a fortyfikacjami wzniesionymi przez Brytyjczyków w XVIIIw. mieści się Pasaż Archeologiczny, na ktory wchodzi się przy Porta Roser:
Głazy na samym dole murów pochodzą z czasów starszych niż rzymskie, są one fragmentami tzw. cyklopich murow, którymi otoczyli swoją Kesse (tak się przez Rzymianami zwała Tarragona) Iberowie.
Na Placa Pallol zachowały się fragmenty murów i budowli publicznych należących do rzymskiego Forum Prowincji:
No i wracamy na Balkon Śródziemnomorski- jeszcze chwilę pogapimy się na port:
Jeszcze pyszne lody w kawiarence na końcu Rambla Nova i opuszczamy gościnną Tarragonę, starając się trafić po drodze na kolejne pamiątki po Rzymianach.
Akwedukt, zwany Pont del Diable, dostarczał miastu wodę z oddalonej o 30km miejscowości Gayo:
Ma on 217m długości i 27 wysokości- wygląda rzeczywiście imponująco:
Ostatni przystanek w czasie tej wycieczki zrobiliśmy, by sfotografować tzw. Wieżę Scypionów ,która jest trzypoziomowym grobowcem w formie wieży, zbudowanym w I.w. n.e.
Rzeźby mają przedstawiać Atisa, boga świata zmarłych.
Żeby tu trafić, trzeba pojechać drogą N-340 w kierunku Barcelony, wieża stoi przy samej drodze (w przewodniku Pascala jest nieścisłość, mianowicie napisane jest, że trzeba się udać w bok od drogi za drogowskazami- pewnie się autorowi pomyliło z akweduktem). Kawałek dalej można jeszcze zwiedzić rzymski kamieniołom Medol, skąd wydobywano piaskowiec do budowy miasta, a jakieś 20 km za Tarragoną napotkaliśmy na Arc de Bera- łuk triumfalny z IIw. n.e., stojący niedyś przy Via Augusta- drodze prowadzącej do Tarragony (fotografii brak, łuk stoi sobie na czymś w rodzaju ronda na środku szosy i trudno się tu zatrzymać, żeby go uwiecznić).
środa, 25 sierpnia 2010, dsmiatek