Tuskania to kolejne odstępstwo od Umbrii, bo leży w Lacjum. A dlaczego Tuskania? Bo są tu dwa piękne romańskie kościoły, które chciałam pokazać mojemu Mężowi- byłam tu już raz bez niego. Tuskania to miasto dziwne, leży sobie na odludziu. Smutne trochę i melancholijne- widać, że kiedyś mieszkali tu Etruskowie. Etruskie sarkofagi poniewierają się zresztą tu i ówdzie, a na jednym z murów ktoś postawił nawet półleżące figury z etruskich grobowców. I patrzą sobie teraz na nielicznych turystów, pomalutku podlegając erozji i zniszczeniu. Taki typowo włoski stosunek do zabytków...
Romańskie kościoły we Włoszech to kolejna rzecz, którą lubią najbardziej tygrysy. Pierwsze miejsce zajmuje wśród ich Sant Antimo,które w tym roku muszę sobie darować. Na pocieszenie była Tuskania i kościół Santa Maria Maggiore oraz San Pietro. Oba położone za miastem, ten drugi z zewnątrz wyglądający jak warowny zamek, stojący na wzgórzu w otoczeniu resztek fortyfikacji pałacu biskupiego. I tu nie brak Etrusków- w fasadę wmurowano fragmenty pochodzące z etruskiej świątyni, fragmenty etruskich sarkofagów poniewierają się nieopodal, stoją też w jednej z naw kościoła.
Wracając z Tuskanii Via Cassia przez Montefiascone natrafiliśmy na mały bonusik- kolejną romańską świątynię -XII-wieczny kościół San Flaviano, niezwykły, dwupoziomowy.
Pierwszy z romańskich kościołów- Santa Maria Maggiore
Fasada kościoła
i wnętrze- w zasadzie w środku zdjęć robić nie wolno, nawet bez lampy, ale udało nam się na chwilkę zmylić czujność pilnującej pani...
San Pietro:
Trawiasty dziedziniec przed kościołem, fragment dawnego zamku biskupiego
Fasada kościoła San Pietro z przepiękną rozetą i etruskimi płaskorzeźbami
Krypta poniżej poziomu kościoła- takie krypty z wieloma kolumienkami to też ulubione miejsca "tygrysów"
Ponieważ tygrysy lubią krypty, to jeszcze jedno zdjątko wstawiają ;-)
Wnętrze kościoła (też po zmyleniu czujności pilnującej pani)
Te dziwne łuki zwą się podobno "dentati" czyli "uzębione"
Fragmenty fresków
A to my piknikujące na trawie- bo taka ta trawa zielona i miękka, wokół cisza, turystów niewielu- aż się prosi, żeby chwilkę sobie posiedzieć i się pogapić
My piknikujemy, a tymczasem P. podziwiał panoramę miasta na przeciwległym wzgórzu i leżący niżej kościół Santa Maria Maggiore (jego fasadę zasłania przysadzista wieża)
A z innej strony pagórki i ani żywego ducha
a my się przytulamy i fajnie nam jest
Widok na kościół św. Piotra sprzed bramy miejskiej Tuskanii- czyż nie wygląda jak warownia?
A teraz spacer po mieście:
Etruskie posągi spoczywające na murze
Taka była sobie brama z uliczką - żeby nikt się w nią nie zapuścił wisiał na niej znak zakazu wjazdu- w przypadku Włochów słuszne założenie, bo oni są w stanie wszędzie spróbować wjechać. Ja bym nie próbowała, dlatego mnie ten zakaz rozbawił.
Główny plac miejski z fontanną
i kranikiem ku uciesze Trusi
A przy placu taki oto uroczy różowy domek
Raz jeszcze kościół San Pietro widziany z miasta
I główny kościół w miasteczku- nazwy jednak nie pomnę, nie był zresztą specjalnie ciekawy. Za to obok niego była sobie niedyuża knajpeczka, w której serwowano przepyszne mrożone jogurty z dodatkami i miksowane na poczekaniu koktajle mleczno-owocowe- pycha. A, były jeszcze naleśniki, ale tych nie spróbowałam :(
I kolejne miejsce, w którym z murów spoglądają na nas smutni etruskowie
A teraz już napotkany przypadkowo dwupoziomowy kościól San Flaviano na przedmieściach Montefiascone
Dolny kościół z freskami z XIV i XV wieku- znajduje się tu grób biskupa Giovanni Fuggera, który wsławił się spopularyzowaniem wina Est!Est!Est! i zmarł ponoć po jego przedawkowaniu. Spróbowałam i się nie zachwyciłam.
Widok na ołtarz dolnego kościoła z kościoła górnego.
A na koniec widok na całą budowlę.
poniedziałek, 28 września 2009, dsmiatek