Never underestimate the heart of a champion.
Mając cztery bramki w plecy i bodaj ze trzy minuty, co zrobisz?
Jeśli jesteś polskim piłkarzem ręcznym po prostu wyjdziesz na boisko i rzucisz te cztery bramki nie tracąc żadnej.
Jeśli jesteś Arturem Siódmiakiem, to wiesz, że teraz nadszedł moment, żeby po prostu zacząć zap.... a wynik sam przyjdzie. No i przyszedł.
Ten remis jest ważniejszy niż ewentualna łatwa (hahaha) wygrana. Bo pokazała, że mamy charakter, że nie pękamy, gdy w zasadzie mecz jest już przegrany. Przekonali się o tym Norwegowie, teraz przekonali się Słoweńcy. Na dodatek ten remis nic nas nie kosztował w tabeli - Hiszpania też zremisowała z Francją. Z drugiej strony jasne - lepiej byłoby mieć ten punkt więcej i na dzień dobry prowadzić w grupie. Tylko nic by to nie zmieniło - jednych i drugich trzeba byłoby ograć tak samo.
A tak zamiast wrażenia, że jesteśmy niezatapialni wiemy, że pod wodą też umiemy pływać. Chyba tak lepiej.
Mecz nam nie wyszedł, Słoweńcy zaskoczyli nietypową obroną a sami przysnęliśmy zbyt wiele razy podczas powrotu po zdobytej bramce. Nauczka się zapewne przyda, teraz z bieganiem powinno być lżej, bo gramy co cdrugi dzień. Martwi mnie tylko "mecz o wszystko" (niezależnie od tego co się będzie działo po drodze pewnie i tak będzie o wszystko) - z Francją gramy jako pierwsi nie znając wyników. Z drugiej strony trzeba wtedy zap.... przez 60 minut, co może i będzie lepsze od wiedzy na co możemy sobie pozwolić. Ale komfort psychiczny by się przydał, no chyba, że komfortem będzie 7 punktów na koncie przed tym meczem. Przecież ostatnio awansowaliśmy startując z okrągłym jajem, też mamy świadomość, że porażka nam nie musi przeszkodzić.
A póki co jutro trzeba ograć Hiszpanów. No co, z każdym kiedyś trzeba wygrać pierwszy raz.
sobota, 23 stycznia 2010, przemoe