Jakoś nie mam ostatnio ochoty na pisanie...
Żyję sobie powoli, w tygodniu grając rolę porządnej dorosłej kobiety w rytmie dom-praca-dom, a w weekendy wracam do uroków studenckiego życia albo pijąc na umór i imprezując albo jadąc do domu i udając, że mam wakacje i nic nie muszę...
W międzyczasie znów pojawiło się kilka zakrętów dotyczących wyborów: praca? studia? doktorat? czy coś jeszcze innego? W ciągu najbliższego miesiąca okaże się na jaką prostą wyjdę i ile walizek zgubię po drodze... Gdzieś po kątach czai się także temat przeprowadzki do Krakowa... Zamiatam go pod dywan jak tylko się pojawi w zasięgu świadomości, ale widzę, że powraca jak bumerang wykorzystując każdą chwilę słabości. Podświadomie się go boję, choć starannie się tego wypieram. Jeśli o czymś się nie mówi - to tego nie ma...
Teraz szykuje się lekkie spowolnienie moich wakacyjnych planów - trochę więcej czasu spędzę w stolicy, ale od sierpnia znów wyruszę na szlak... :))
niedziela, 20 lipca 2008, feeria