Prawdopodobnie dziś Facebook złoży prospekt emisyjny. Mówi się, że chce pozyskać 5-10 mld dol.
Niezależnie od wyceny, wejścia Facebooka na giełdę spowoduje przypływ nowych milionerów w Dolinie Krzemowej.
Zamienią swoje T-shirty na garnitury, wyremontują domy, kupią nowe samochody. W Dolinie Krzemowej nastanie krótka prosperity - o pisuje, za cytatem z "Wall Street Journal", Wyborcza.biz
Ten cytat przypomniał mi inną historię (a do historii lubię wracać).
AOL. Ponad dwa lata temu przypominałem w Gazecie kulisy fuzji, tej kolosalnie przestrzelonej fuzji AOL z Time Warner. Pisałem m.in. o zderzeniu kultur, a pisałem tak:
>>
AOL miał za sobą ledwie kilkunastoletnią historię, Time Warner - ponad sześćdziesiąt lat w biznesie. AOL motywował ludzi akcjami, a że kurs nieustannie rósł, po czterech latach, gdy z reguły odblokowywano lwią część pakietu motywacyjnego, na kontach 20-, 30-latków pojawiały się sześciocyfrowe kwoty. W siedzibie korporacji królował skrót "FYIV" (fuck you - I'm vested).
W AOL pilotów z własnym samolotem było na pęczki. Na pustynnej drodze tuż obok kampusu AOL kurz wzbijały ścigające się ferrari z audi A4.
- Nieodłącznym elementem porannej toalety stało się sprawdzanie, o ile wzrósł kurs akcji. - To było niesamowite uczucie. Wow! Śpiąc, zarobiłem kolejne kilka tysięcy dolarów - opowiadał jeden z pracowników AOL.
Gdy w Wirginii wyrastało pokolenie młodych agresywnych wilczków, w Time Warner kuszono atrakcyjnym planem emerytalnym.
W Time Warner na nowych współpracowników patrzono niczym na barbarzyńców. Szokujący był zwłaszcza styl negocjacji AOL z partnerami: najpierw dopinano szczegóły umowy, by się z nich wycofać tuż przed finalnym podpisem i stawiać nowe warunki. - Jeśli zgodzili się w negocjacjach na dolara, oznaczało to, że za chwilę zażądają dwóch - mówiono z pogardą w Time Warner.
AOL, wykorzystując swoją popularność, stał się prawdziwym wyciskaczem dotcomów. Menedżerowie wyczuli, że dla młodych spółek internetowych reklama na stronach AOL to bilet do wiarygodności.
(...)
Aby wyciągnąć jak najwięcej, z każdej branży wybierano dwie duże firmy i ruszała licytacja. W prezentacjach często - niby przypadkowo - pojawiał się slajd z logo konkurenta, by wytworzyć wrażenie, że z nim negocjacje są na podobnym etapie. Negocjacje przeciągano tygodniami, by nagle położyć umowę gotową do podpisania. Koniecznie w ciągu doby. Prezesom kazano czekać na spotkanie po kilka godzin.
(...)
- Panowało ogólnie poczucie, że Jerry sprzedaje nas, ludzi z zyskownymi biznesami, dzieciakom z Wirginii. Bandzie aroganckich smarkaczy. Assholes Online - mówili w koncernie.
<<
Choć wielu porównuje ostatnie IPO internetowych firm do bańki sprzed dziesięciu lat, mamy inne czasy.
Fuzja Facebooka z inną spółką, przy tej skali koncernu, też wydaje się niemożliwa.
Jak multimilionerzy z Facebooka wpłyną na firmę?
środa, 01 lutego 2012, tomaszgrynkiewicz