Przed chwilą dowiedziałem się, że zaliczyłem egzamin. Oczywiście szybko napisałem nowinę chłopakowi. On jak zwkle, że jest dumny itd., mimo, że to tylko marna trója. On ma jutro egzamin i znowu zaczyna mi dramatyzować. Robił to od kilku dni już, wczoraj mu przeszło i znowu zaczął, zamiast się po prostu cieszyć, że ja zaliczyłem swój. Mój facet jest starszy o rok ode mnie. Liczyłem, że w związku z tym będzie się wykazywał większą dojrzałością. Osobiście wolę starszych facetów ode mnie. Może dlatego, że też oczekuję wsparcia... Wydaje mi się, że jednak nie lubię obciążać kogoś swoimi problemami. Na pewno nie w takiej formie. Teraz pisze do mnie, że nie zda, że jest beznadziejny... Nie jestem dobry w pocieszaniu. Nie oczekuję też pocieszenia od innych. Coraz bardziej widzę różnice między nami. On jest romantyczny, a ja uważam romantyzm (w wydaniu: pisanie miłych sms-ów, spędzanie razem wszelkich świąt z Walentynkami na czele itp.) za... sam nie wiem kiczowaty, komercyjny (nie lubię tych określeń), wymuszony konwencjami, może nawet trochę nieszczery. On w ogóle nie szanuje mojego poglądu. Sprzeczaliśmy się w Sylwestra o to. Kończy się rok, zaczyna nowy, ale jednak to zwykły dzień jak dla mnie. Zawsze chętnie chodzę się bawić, jeśli czas pozwala. Sylwester nie jest mi do tego potrzebny. Według niego to jednak jest smutne jak ktoś sam spędza Sylwestra. Tylko, że czasami to jest wybór danej osoby.
Może to jednak ze mną jest coś nie tak skoro nie wpisuję się w schemat. Czasami zastanawiam się czego oczekuję od związku. Niby liczę na po prostu na świadomość, że jest obok druga osoba. Osoba, która pomoże, ale nie będzie jednocześnie nachalna. Osoba, która nie będzie mnie przytłaczała swoimi problemami i oczekiwała pocieszenia. Mój facet powiedział mi wczoraj wprost, że mam go uspokoić przed egzaminem. Dla mnie takim uspokojeniem jest sama obecność kochanej osoby. On oczekuje słów. Tylko ja nie bardzo wiem jakich. "Dobrze Ci pójdzie"- to chyba oklepane i jak się to powie to on drąży dalej. Może ja zbyt głęboko myślę. Jeżeli ktoś mi mówi "będzie dobrze" lub "powodzenia" nic mi to nie daje, te słowa są dla mnie obojętne. Osoba, która to mówi nie jest na moim miejscu i nie może ocenić sytuacji w jakiej się znajduję. Lepiej zmobilizować tą osobę do działania, albo dać jakąś dobrą radę, pomóc w jakiś sensowny sposób w miarę możliwości.
środa, 02 lutego 2011, szarokolorowy