Gazeta.pl Forum Randki Gry Online Poczta
Komentujesz wpis:

Rdza i lecące żurawie

Autor:
Zapamiętaj Jeżeli się nie zalogujesz, przy twoim komentarzu pokaże się numer IP. | Załóż konto
Treść:
Formatowanie: [b] pogrubienie [/b], [i] kursywa [/i], [u] podkreślenie [/u], link: URL lub [a="URL"]tekst[/a]

Powiadamiaj mnie e-mailem o nowych:

Po skomentowaniu wracaj na stronę blogu

renbor1

~Agnes,
jak najbardziej.
Mam ostatnio apetyt na klasykę, tytuły wokół których nie ma szumu medialnego, a przecież niezmiennie, choć cicho trwają. Uświadamiam sobie, że wciąż jest wiele dobrych tytułów, na których seans nie zdążyłam z powodów rozbieżności czasowych.
Pozdrawiam:)
ren

2011/01/07 13:16:32

agnes_plus

Nie widziałam, ale po ten recenzji chcę zobaczyć.
Pozdrawiam serdecznie.

2011/01/06 23:07:36

renbor1

~Kornwalio,
ona robi przepierkę, a żołnierz rzępoli na harmonijce... Tak nie do wytrzymania.
Jest jeszcze jedna scena, niby nic nadzwyczajnego, ale zabawna.
Weronika przyprowadza do domu małego Borkę, który zgubił gdzieś mamę i teraz płacze. Po domu kręcą się dwie kobiety-żołnierki (jedna jest siostrą Borysa) i w popłochu próbują brzdąca zabawiać. Jedna stuka łyżeczką w pustą szklankę. Pewnie myśli, że jak zrobi hałas większy niż płacz malca, to on ucichnie. Chłopiec jakoś rozsądnie ją ucisza. Zabawne, bo taka niby kobieta frontu, a wobec dziecka zachowuje się jak dzidzia.
Są inne, lepsze..., ale już zostawię.

~Kasiu,
ta radzieckość była nie do wytrzymania, ale raz po raz przedzierała się przez nią rosyjska dusza. I bliżej było wtedy do kultury rosyjskiej niż dziś. Czasem o tym zapominam.
Pozdrawiam
ren

2010/12/27 22:06:23

kasia.eire

uwielbiam ten film, oglądałam go wiele razy, po raz pierwszy jako dziecko, bo nas takimi produkcjami w TV raczyli kiedyś non stop. Ale ja akurat sobie to chwalę. Do tej pory uwielbiam rosyjskie kino

2010/12/27 15:09:48

kornwalia.mikropolis

A Ty mi przypomniałaś tę scenę z praniem, tak, pamiętam jej czarny golf, jej oczy, pięknie to zagrała!
Pozdrawiam!

2010/12/26 21:42:56

renbor1

~Aniu,
wydaje mi się, że obie z Kornwalią piszecie o tej samej scenie. W moim rankingu pięciu najlepszych scen ona by się nie znalazła. Ale coś w niej jest, skoro obie zapamiętałyście ze wzruszeniem.
Stare, dobre kino...radzieckie;)
Pozdrawiam, świątecznie,
ren

2010/12/23 22:30:34

ania_anialek36

Pomijając propagandę,trzeba przyznać,że film jako dzieło artystyczne jest wybitnym obrazem. Scena miłosna miedzy bratem ukochanego a Weronika w otoczeniu spadających bomb bardzo przekonująca. Mnie film urzekł:) Pozdrawiam:)

2010/12/23 21:40:32

renbor1

~Lirael:)
Oj, preparacik, oj, tak! Póki co, robię rozruch i zagłuszam piętrzące się stosy zadań. Czas odgruzować przestrzeń i radośnie, mimo zimy - przygotować się do jej odejścia. Wiem, to trochę wbrew carpe diem, ale ja z zimy zbyt wiele i tak nie wycisnę. najwyraźniejszy ślad, jakim mnie naznaczyła, to siniak na kolanie.
Żurawie pozostają - i w emocjonalnej pamięci, i w świeżym spojrzeniu na sposób opowiadania.
Pozdrawiam!
ren

~Jolu:)
otóż to, ja też pamiętam "Lecą żurawie" z dawnej telewizji...Mgliście (np. wiewiórkę z orzeszkami dobrze kojarzyłam), ale jako coś mocnego.
Będę w miarę możliwości wracać do klasyki. Filmowo i literacko, bo "czas nas uczy pogody" i reguluje ostrość widzenia.
Choć - jak piszesz - pierwsze oczarowania, nawet niedojrzałe, są niepowtarzalne.
Byle do wiosny, Jolu!
Święta niech toną w śniegu, ale oczy już tęsknią do zieleni. Kwiatki na parapecie to za mało!
Pozdrawiam.
ren

2010/12/19 16:07:09

jjolanta

Witaj, Tamaryszku. :) Uwielbiam ten film. Kojarzy mi się z moimi pierwszymi filmowymi fascynacjami i próbami obcowania z tzw. ambitnym kinem. Byłam uczennicą szkoły podstawowej, w kinach królowały jedynie słuszne w swej wymowie filmy radzieckie, czeskie, NRD i polskie, w telewizji analogicznie. To było jedno z moich pierwszych odkryć, podobnie jak "Los człowieka". Dreszcze na plecach, irracjonalny zachwyt i jeszcze nie do końca uświadomiona hipnoza obrazem, klimatem, artystycznym wyrazem i tym czymś zjawiskowym, czego nie da się wyartykułować.
Pozdrawiam.
PS
Mnie także już męczy ta biała melancholia i zimno. Tęsknię do słońca i upałów. ;-)

2010/12/19 13:56:10

lirael

Oglądałam ten film bardzo dawno temu. Zachwycił mnie, ale emocjonalnie rozbił na czynniki pierwsze.
Pozdrawiam Cię, kochany Tamaryszku. Mam nadzieję, że wkrótce będziesz miała więcej czasu dla siebie. Czego Ci życzę z całego serca, sobie też egoistycznie, bo brakuje mi Twoich tekstów, a rdzy powiedz, że ją potraktujemy jakimś skutecznym preparacikiem w ramach porządków przedświątecznych. :)

2010/12/19 12:14:05

renbor1

~Kornwalio,
łączę się z Tobą w odczuciu poetyckości, liryzmu wielu scen.
Rzecz ma swoje melodramatyczne ramy, ma także momenty przerysowane (to z mojej strony nie jest zarzut, bo - jak pisałam- film się broni) - np śmierć Borysa i majaczenie o ślubie wśród kwiatów...to jest czułe, ale nie koniecznie mocne (dla mnie). Scena, o której wspominasz również jest obłędnie ekspresyjna - Mark swoje "Ja ljublju tiebja", ona zaprzecza policzkowaniem...
Ale wygrywa to, co głębsze. Kilkakrotnie oglądałam tę scenę z pociągiem i ucieczką w śniegu... fenomenalna. Z jednej strony - współczesna montażowo, z drugiej - niczym cytat z niemieckiego ekspresjonizmu lat 30. Mnie ujmuje to, że aktorka nie szarżuje emocjami. Myślę o takich obrazach jak pranie i wyciskanie rzeczy, gdy żołnierz opowiada o śmierci B., nie wiedząc, komu to mówi. Chciałabym zobaczyć jej Annę Kareninę, ale to też klasyka i nie pod ręką.
Pozdrawiam
ren

2010/12/15 19:33:12

kornwalia.mikropolis

Widziałam to jakoś w zeszłym roku. Sama historia podobała mi się, ale bez zachwytów, troszeczkę sentymentalna była. Ujęły mnie jednak niektóre poetyckie sceny, np. wiatr szalejący w domu, rozwiane firany i ona, błąkająca się po nim, przestraszona. W ogóle aktorka grająca Weronikę mnie oczarowała - przepiękna, uduchowiona, o magnetycznej sile.

2010/12/15 08:55:22
Copyright © Agora SA | Ochrona prywatności | Kontakt