Minęły dwa miesiące od dnia, gdy życie stanęło mi na głowie. 15 maja pojawił się na świecie mały Jeżyk i od tego momentu świat nie wygląda już tak samo. Opuszczając szpital już we trójkę, mieliśmy wrażenie, że wkraczamy w inny kosmos. I tak właśnie było. Czułam wzruszenie i ekscytację tym, co nas czeka.
Poród to piękne i straszne przeżycie z typu granicznych. Po nich zaczyna się wierzyć, że nie wiele jest ograniczeń dla ludzkich możliwości. Dziś pamiętam już tylko wzruszenie, gdy Jeżyk znalazł się na mojej piersi i szczęśliwe oczy Sz.
Od tamtego momentu żyję tym co tu i teraz. Gdy pojawiło się dziecko nie mam czasu na rozterki i zastanawianie "co by było gdybym?". Najdalsze plany snuję najwyżej na popołudnie. Czuję, że jestem teraz w tym punkcie, w którym powinnam. I choć macierzyństwo to nie kadry z reklamy pieluszek, patrząc na śpiące bezbronne maleństwo zapominam o wszystkim wokół. W takim niebycie mogę trwać godzinami.
czwartek, 21 lipca 2011, walerkowo