Gdyby ktoś zadał kibicom polskiego basketu pytanie, jaki zespół w ostatnim czasie sprawia najwięcej kłopotów, to odpowiedź byłaby chyba jednoznaczna. Nikt chyba nie ma wątpliwości, że Asseco Prokom Gdynia i zarząd Polskiej Ligi Koszykówki w ostatnim czasie narobiły wokół i tak słabej dyscypliny w naszym kraju jeszcze więcej smrodu.

A o co znowu się rozchodzi? O to samo co zwykle, to znaczy od dokładnie dwóch lat. O udział polskiego zespołu w podobno prestiżowej lidze VTB. Jednak z tą ligą jest taki problem, że po pierwsze, tego rzekomego prestiżu nikt jeszcze na oczy nie widział, a przede wszystkim przez te rozgrywki cierpi cały polski basket. Bo inaczej nie można nazwać tego, że z powodu jakichś komercyjnych rozgrywek nie zobaczymy mistrza Polski w pierwszej fazie sezonu. Decyzja o wykluczeniu Asseco z pierwszej części regularnego grania wywołała burzę. Jak na razie w dużej części tylko w różnego rodzaju mediach, ale także są już pierwsze oznaki, że także i w środowisku są tacy, którzy będą starać się podobno walczyć, aby ta uchwała jeszcze została zmieniona.
Na pierwszy oficjalny sprzeciw odnośnie takiemu obrotowi sprawy zdecydował się Pan Kazimierz Wierzbicki, prezes sąsiada z Trójmiasta, czyli Trefla Sopot. Jego list otwarty pojawił się na oficjalnej stronie klubowej, ale w błyskawicznym tempie rozprzestrzenił się po otchłani polskiego internetu, a także blogosfery. Swoje zdanie na ten temat zdążyło już do tej pory wypowiedzieć już praktycznie większość znanych i cenionych dziennikarzy czy blogerów. Jeśli ktoś chciałby się z tymi opiniami zapoznać, to zapraszam do odwiedzenia tych miejsc:
Piotr Szeleszczuk - "Dwa miliony judaszowych srebrników"
Szczepan Radzki - "Dla prezesów szampan i kwiaty"
Marcin Korpolewski - "Bolesna rzeczywistość..."
Andrzej Person - "Źle się bawicie, panowie!"
Patryk Kurkowski - "Wróciła Polska Liga Komedii"
Grzegorz Magiera - "Dział propagandy na 6+"
Michał Świderski - "Gdynia poza Polską (Ligą Koszykówki)"
Lista jest zapożyczona od Łukasza Ceglińskiego z jego wpisu na blogu.
A co ja na ten temat sądzę? Przede wszystkim 3 rzeczy. Pierwsza z nich to fakt, że w tamtym roku gdy zaistniał przez sezonem podobny temat, byłem zwolennikiem rozwiązania, żeby Asseco rzeczywiście zwolnić z gry dla dobra polskiej koszykówki. Wtedy jednak zarówno ja jak i większość ludzi myślała i działała w dużej mierze po omacku. Nikt tak naprawdę nie wiedział, z czym się wiąże występ Asseco w lidze VTB i jakie z tego mogą być korzyści bądź wynikające straty. Po roku doświadczeń, w większości dość mało pozytywnych, jestem tak jak większość orędownikiem tezy, że mistrz Polski MUSI występować w lidze od początku rozgrywek. Nie ma innego wyjścia, jeśli chcemy mówić o jakimkolwiek, choćby szczątkowym, budowaniu marki tego sportu w Polsce.
Druga sprawa to fakt, że ta decyzja to kolejny strzał w stopę (ile to już ich było?) zarządu nowego PZKOSZ. Jak się okazało nowe nie zawsze jest lepsze, a zdarza się też, że i w niektórych aspektach gorsze. W ostatnich dniach miałem okazję być w kinie na filmie pod tytułem Szefowie wrogowie. Produkcja jak na komedię naprawdę bardzo fajna, ale co ważniejsze, można w niej odnieść idealne odniesienie do naszej rodzimej sytuacji w polskim baskecie, jaką mamy okazję teraz obserwować. Jeśli ktoś ma ochotę, to niech zobaczy ten film, a przekona się o czym mówię i czy mam rację.
Trzeci zaś aspekt jaki chciałbym dziś wypunktować to rozwiązanie, jakie zasugerował mi znajomy, a dla mnie wydaje się, że byłoby naprawdę całkiem niezłe w tym całym zamieszaniu. O czym mowa? Mianowicie o tym, że Asseco mogłoby być zwolnione z występu w pierwszej fazie rozgrywek, ale po powrocie do ligi zostałoby przypisane do grupy zespołów z miejsc 7-16. W przypadku takiego rozwiązania zespoły z niższych miejsc w tabeli miałyby okazję do zmierzenia się z potentatem w sezonie regularnym. Poza tym Asseco, skoro byłoby takie silne, mogłoby to udowodnić i awansować do Playoffs z 7 miejsca, a następnie udowodnić wszystkim, że nie robi to dla nich większego znaczenia. Jednak żeby podjąć taką decyzję, trzeba mieć dwie rzeczy - rozum i jaja. Dwie rzeczy, których w PZKoszu i PLK w ostatnim czasie chyba bardzo brakuje.
niedziela, 04 września 2011, torontos