Kiedy większość kibiców NBA w Polsce zaczynała swoją przygodę z tą ligą, była to przeważnie połowa lat 90-tych. Już wtedy do potęg konferencji zachodniej należały takie zespoły jak Seattle Supersonics czy Phoenix Suns. Jednak nie zawsze obie te ekipy były tak mocne. Można by nawet powiedzieć, że rodziły się one w bólach.
Początek ostatniego dziesięciolecia XX wieku to czas kiedy konferencja zachodnia w najlepszej lidze świata z roku na rok zyskiwała na sile. To właśnie wtedy zaczął się wyścig zbrojeń, który był ukierunkowany tylko na jeden cel - zdetronizować Chicago Bulls z mistrzowskiego tronu. Mało teraz już kto pamięta, ale w tamtym okresie najlepszym zawodnikiem nie najsłabszych Phoenix Suns był niejaki Jeff Hornacek. Tak, to ten sam zawodnik, którego wszyscy chyba zapamiętają jak dostawkę do duetu Stockton - Malone w Utah. To właśnie też ten zawodnik miał chyba najbardziej specyficzny rytuał przed rzucaniem rzutów wolnych. Jego pocieranie czoła w latach 90-tych znali chyba wszyscy.
Na otwarcie sezonu 1991/92 władze NBA zaplanowały między innymi mecz właśnie Phoenix Suns oraz Seattle Supersonics. Seattle, które nieśmiało dobijało się do tej czołówki na zachodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych. W tym dobijaniu się miał im pomóc duet stworzony z Gary Paytona i Shawna Kempa. Jak im to wyszło w rezultacie wszyscy wiemy. Jednak warto zobaczyć początki ich wspólnego grania. Tym bardziej, że proponowany dziś przeze mnie mecz jest opatrzony starym ale jakże miłym dla ucha polskim komentarzem. Zapraszam więc wszystkich do obejrzenia tego prawie 50-minutowego skrótu.
DOWNLOAD
sobota, 20 sierpnia 2011, torontos