Tak to już niestety od kilku lat bywa, że zanim polski futbol rozpocznie na dobre rozgrywki ligowe musi mierzyć się z rywalami w europejskich pucharach. Nie są to w większości przypadków rywale renomowani ale ciężko o takich w pierwszych rundach poszczególnych rozgrywek. Jednak i z nimi często bywały problemy.
Przykładem pierwszym z brzegu jest niestety świeży bo tegoroczny popis białostockiej Jagiellonii, która nie poradziła sobie z potęgą z Pawłodaru. Na szczęście jak na razie jest to w tym roku przypadek odosobniony. Z pozostałej trójki po wczorajszym oraz dzisiejszym dniu rozgrywek pozostała cała reszta, która wywalczyła awanse. Były to mecze rozstrzygnięte na korzyść polskich ekip w różnym stylu ale chwilowo możemy przyjąć zasadę, że zwycięzców się nie sądzi.

Zdecydowanie najlepiej w swoim spotkaniu wypadła Wisła Kraków, która niewątpliwie walczy o najwyższy i od kilkunastu już lat nieosiągalny cel. Liga Mistrzów to coś co przez wiele lat paraliżowało polskie zespoły już na samą myśl o takim starciu. Tegoroczna Wisła wydaje się być inna. W jaki sposób inna? Przede wszystkim taki, że jest ona zbudowana z głową. W przerwie rozgrywkowej nie było żadnych głośnych wzmocnień o których mówiłby cały piłkarski światek w naszym kraju. Były za to zakupy pasujące do taktyki trenera Maaskanta. W normalnym świecie to norma, a w polskim jeszcze anomalia. Jednak jak widać zagraniczny zaciąg nie tylko w postaci nowych zawodników sprawdza się. Wczorajsze zwycięstwo nad Litexem 3:1 pokazało, że pomimo całkiem niezłej gry te zespół może grać jeszcze lepiej. Maor Melikson momentami właściwie w pojedynkę konstruował ataki Wisły a do tego sam je wykańczał. Oczywiście po tym meczu ponownie odżył temat Maor w Reprezentacji. Pytanie tylko czy aby nie za późno? Nawet jeśli polska kadra nie będzie mogła skorzystać z usług tego gracza to kibice w Krakowie powinni mieć z niego sporo pożytku. Jutro na pewno wszyscy będą czekać z dużym zainteresowaniem na wynik losowania ostatecznej rundy eliminacji Ligi Mistrzów. Czy przed tą fazą będzie można znowu użyć stwierdzenia teraz albo nigdy?

Drugim zespołem co do jakości gry jaką pokazał przeciwko Lokomotiwowi Sofia był Śląsk Wrocław. Pomimo tego, że w dwóch spotkaniach w tym jednym z dogrywką nie potrafił strzelić przeciwnikowi bramki to jego gra wyglądała całkiem nieźle. Skuteczność pod bramką rywala natomiast pozostawiała sporo do życzenia. Pierwszy mecz tej rundy miałem okazję oglądać, a właściwie nasłuchiwać przebywając na wrocławskim rynku. Nie było tam wtedy ogródka piwnego czy innej knajpy skąd nie dochodziłyby odgłosy oglądanego meczu. Słysząc co chwilę jęki zawodu wiedziałem, że Śląsk sytuacje stwarza ale koncertowo je marnuje. Ta teza potwierdziła się niestety po obejrzeniu skrótu w późniejszym czasie oraz po zobaczeniu dzisiejszego starcia. Oczywiście rywale także mieli swoje przebłyski z jakich mogło się coś urodzić. W przekroju jednak całego tego starcia Śląsk był na pewno lepszy, a musiał to potwierdzić nie napastnik, a jak się okazało bramkarz. Kelemen na pewno tej nocy i przez kilka kolejnych dni będzie bohaterem Wrocławia i na przykład za to w nie jednym miejscu we Wrocławiu zje albo napije się za darmo. Szkoda jednak, że potrzeba było takich nerwów i takiej wojny aby to osiągnąć. Oby dalej było lepiej bo dla Wrocławia faza grupowa Ligi Europejskiej bardzo by się przydała. Choćby w kontekście nowego stadionu, który trzeba by zapełnić.

Na sam koniec zostawiłem Legię. Legię, której pierwszy mecz widzieli nieliczni, a większość mogła tylko później poczytać relacje czy to w internecie czy to gazetach. Fakt był jednak faktem, że Warszawiacy mieli w Turcji sporo szczęścia. Po obejrzeniu dzisiejszego meczu jestem jednak w stanie uwierzyć w to w stu procentach. Podopieczni trenera Skorży długimi momentami wyglądali tak jakby wczoraj lub przedwczoraj wyszli z siłowni podczas okresu przygotowawczego. Ociężali, powolni, a przez to bardzo często niedokładni. Przeciwnik wcale nie był lepszy w tym aspekcie gry, jednak przecież nie o to chodzi aby równać w dół. Jednak widząc niektóre zagrania takiego Ljuboji to zastanawiam się czy można było zagrać gorzej. To znaczy gorzej na pewno tak ale wolniej to już nie sądzę. Nie ma się jednak co znęcać nad zawodnikami, którzy jakby nie patrzeć zrobili awans. Chyba wszyscy w Polsce mamy już dość pięknych porażek po zaciętej walce. Warto też powiedzieć, że nawet tak słaby mecz jak ten dzisiejszy Legii znacznie lepiej ogląda się kiedy trybuny po prostu żyją. Jeśli piłkarze dostosowali by się poziomem gry do swoich kibiców to już po 45 minutach Turcy mogli by się pakować i wracać do siebie.
Jutro zostaną rozlosowane pary kolejnych decydujących rund o awansie do rozgrywek grupowych zarówno Ligi Mistrzów jak i też Ligi Europejskiej. Możliwości na kogo mogą wpaść polskie ekipy jest wiele więc nie ma co się bawić w bezpodstawne dywagacje. Co jednak jest ciekawe to przy pewnym zbiegu okoliczności zarówno Śląsk jak i Legia mogą trafić na rywali silniejszych niż będzie miała Wisła. Jutro się jednak okaże czy los będzie dla polskich klubów łaskawy i czy nadal będziemy zastanawiać nad realną szansą gry w rozgrywkach grupowych dwóch europejskich pucharów trzech polskich drużyn.
czwartek, 04 sierpnia 2011, torontos