19 lat. Tyle czasu trwał romans najbardziej pociesznego olbrzyma w historii z najlepszą ligą świata, czyli NBA. Nawet teraz, kiedy jeszcze nie napisałem, o kim mowa, myślę, że większość z was czytających to już dobrze wie, kogo mam na myśli. Jeden jedyny i niepowtarzalny w swoim rodzaju, czyli Shaquille ONeal.
Jako pierwsi o tej wiekopomnej decyzji dowiedzieli się wszyscy, którzy śledzą poczynania Shaqa za pomocą Twittera.
Nie jestem tego pewny, ale chyba nieprzypadkowo jako pierwszy film trafił właśnie na ten serwis. To właśnie Shaq jako jeden z pierwszych zaczął rozpowszechniać ten serwis społecznościowy wśród swoich kolegów z ligi oraz fanów NBA na całym świecie. To niejako też i przez niego władze ligi zakazały używania Twittera przez graczy. Można by powiedzieć, że do wielu innych dziedzin życia, w których był prekursorem dołączyła kolejna.
W dniu wczorajszym Shaq zwołał po raz ostatni jako profesjonalny koszykarz konferencję prasową, na której poinformował wszystkich oficjalnie o przejściu na zasłużoną koszykarską emeryturę. Jednak Shaq jak to Shaq, zrobił to we własnym niepowtarzalnym stylu.
I jak tu nie lubić takiego człowieka? Celowo nie piszę zawodnika tylko człowieka. Działalność tego człowieka już wiele lat temu wyszła poza granice tylko uprawiania sportu. Shaquille ONeal to prawdziwa instytucja i ikona w jednym. Wielu ludzi miało mu to za złe, że zamiast skupić się tylko i wyłącznie na sporcie zajmuje się wieloma innymi rzeczami, które go tylko rozpraszają. Jednak czy teraz, patrząc na to wszystko z perspektywy lat, możecie sobie wyobrazić Shaqa jako zawodnika i TYLKO zawodnika? Ja nie potrafię i nie chcę potrafić. Wystarczy, że praktycznie cała reszta graczy skupia się tylko i wyłącznie na tym, aby każdego kolejnego dnia być jak najlepszymi graczami. A Shaquille ONeal jest jeden jedyny w swoim rodzaju i to zdecydowanie trzeba docenić.
Cała wielkość Shaqa w moim odczuciu polega waśnie na tym. Na tym, że nie dość, że był graczem wybitnym i momentami prześcigał sportowo swoją epokę, to do tego jeszcze był kimś więcej. W dobrym znaczeniu tego słowa i w takim iście amerykańskim, trochę kiczowatym, ale jednak wielkim stylu. O wielkoludzie w ostatnich dniach powstało już wiele notek, tekstów czy innego typu materiałów. Większość z nich mówi jednak o nim jako o sportowcu. I bardzo dobrze, bo ten zawodnik zasługuje na to, aby mówić i traktować go jak jednego z największych w historii. W polskiej blogosferze przodował i przoduje w dalszym ciągu w tym temacie popularny Supergigant, którego tworzą ludzie, które swoje sympatie w NBA uzależniali od tego, gdzie Shaq aktualnie występował. Polecam zajrzeć tam i poczytać ich notki z ostatnich dni o tym zawodniku. Jak zwykle fajnie się czyta.
Ja jednak chciałbym dziś pokazać cos innego, czyli Shaqa zza kulis. Zapewne ten filmik widziała już większość z was. Jednak nie wiem, jak wam, ale mi on kompletnie się nie nudzi.
Zresztą Shaq praktycznie od zawsze miał jakieś zapędy muzyczno-taneczne . Efektem tego są na przykład nagrane przez niego 4 płyty, na których rapuje, a bardziej stara się to robić. Innym efektem też jest to, że w swoim programie telewizyjnym, czyli Shaq vs. został wyzwany na pojedynek taneczny przez niejakiego Justina Biebera. Co z tego wynikło?
Pisałem to już dzisiaj, ale z największą przyjemnością powtórzę się po raz kolejny. A więc jak można nie lubić tego człowieka?! Takich jak on na przestrzeni lat jeśli chodzi o formę medialną prezentowaną poza boiskiem było niewielu, bardzo niewielu. Pierwsze dwa inne nazwiska jakie teraz przychodzą mi do głowy to na pewno Dennis Rodman i Charles Barkley. Pierwszy z nich był jednak medialny na swój dość specyficzny sposób. Drugi zaś swoimi występami w TV przetarł jedynie szlaki dla prawdziwej gwiazdy, jaka już nadchodzi. Bo to, że Shaq trafi do telewizji w większym niż dotychczas wymiarze jest niemal pewne. Oby tylko szybko!
sobota, 04 czerwca 2011, torontos