They really don't write them like they used to , mówi Boris, bohater najnowszego filmu Woody'ego Allena Whatever works , słysząc utwór ze swojej młodości. A chociaż jego młodzutka współlokatorka zarzuca mu mówienie banałów, Boris, niezrażony, usprawiedliwia się: Sometimes a cliche is the best way to make one's point. No właśnie. Pasuje jak ulał do piosenki Tony'ego Orlando & Dawn. A ja mimowolnie, zupełnie wbrew deszczowej i wietrznej pogodzie za oknem, wracam myślami do łagodnej wiosny sprzed 20 lat, kiedy po raz pierwszy byłam zakochana. Wszystko było nowe i ekscytujące. Ja - taka naiwna, z głową przepełnioną nierealnymi wyobrażeniami na temat miłości. Trochę żal tamtej beztroskiej dziewczyny. I tamtej wiosny, jedynej w swoim rodzaju. Potem kilkakrotnie spotkałam się z T. i, rzecz jasna, nie odnaleźliśmy już tej magii, zresztą nie szukaliśmy specjalnie. Nie umiałabym się znów w nim zakochać. Ja jestem już inna, on jest inny. Ale wspomnienia naszej wspólnej wiosny na zawsze pozostaną takie same, jakby zamrożone w czasie, odporne na późniejsze konfrontacje.
sobota, 27 marca 2010, aniaposz