Leżąc w łóżeczku postanowiłem popracować nad poprawą swojego humoru. Nad akceptowaniem rzeczywistości. I wiecie co się wydarzyło? Usłyszałem jak moja babcia(mieszkam z babcią, mamą, psem i bratem) rozmawia przez Skypea z moim wujkiem z Malty. On jest lekarzem. Babcia zrelacjonowała mu oczywiście że mnie od trzech dni boli głowa etc etc, no i wujek powiedział, że albo to nic, albo zapalenie opon mózgowych i że jutro obowiązkowo do lekarza (nie lubię chodzić do lekarzy...). Tak że humor mi się poprawił momentalnie ;). A ponieważ ja z biologii nie jestem zbyt ogarnięty, poradziłem się wikipedii w swojej sprawie, a ona mi na to tak : "W ciągu jednego dnia od początku choroby może rozwinąć się ciężki stan, prowadzący do śpiączki i śmierci". Jak to przeczytałem to szczerze mówiąc mało się nie zaplułem kanapką którą akurat jadłem ze śmiechu....ludzie to mają wyobraźnię.
Abstrachując o małej dygresji o krótkości ludzkiego życia, wracam do sposobu napoprawę humoru. Wybieram się dziś z przyjaciółmi (sic! mam takowych :D) do Oparów Absurdu, pubu na Pradze. Opijemy imieninki i jeszcze parę okazji które na biegu się wymyśli i powrócę do domu jako młody bóg (no tyle że z zapaleniem opon mózgowych, ale nawet bogowie nie są idealni :P)
niedziela, 18 listopada 2007, silvan7