spotkaliśmy się na krakowskim rynku... tuż pod wierzą Koscioła Mariackiego. słuchałam przydrożnego grajka, kołysząc się lekko w takt gitarowych dźwięków skomponowanych niegdyś przez zespół Metallica. z zamyślenia wyrwał mnie jego głos, odwróciłam sie i zobaczyłam uśmiech. ten uśmiech mnie zauroczył. wymienilismy się numerami i zrządzeniem losu wydawać by się mogło że mieszkamy od siebie 10 minut drogi:) odezwał się... później randka. spacer. Młynówka Królewska. było jakoś tak... jakoś. pomyślalam że nic z tego, że to przytulenie to za szybko, że... następnego dnia przyszedł na herbatę. zwykle wyznacznikiem w kontaktach z ludźmi była dla mnie rozmowa. nasze radiostacje chyba się zestroiły, tak było miło...:) po czesciowo nieprzespanej z emocji nocy nie poszłam na zajecia (a myslałam ze nastawiłam budzik!) dobrze mi kiedy myślę o tej bajce. jeszcze lepiej, kiedy myślę ze bajki trwają zwykle jakiś czas i ze kończą się happy endem:) z uśmiechem... o pocałunku... nocą, na przystanku skłądanym przez pana żandarma:)
zawsze lubiłam mundurowych:P
poniedziałek, 23 sierpnia 2010, agus-ia33