10 grudnia. sobota.
zamiast wyjsc gdzies, ja marze tylko o dlugiej kapieli i spokojnym snie.
nie mam zielonego pojecia jakim cudem przeminal ostatni mc.
jestem zmeczona. bardziej niz sie moglam tego spodziewac.
przelamuje bariery, o ktorych balam sie kiedys pomyslec.
Niestety najgrosze dopiero przedemna. do konca tyg. moja menagerka powinna ze mna ustalic co dalej. najblizsze dwa tyg moga byc naprawde stresujace.
boje sie ze padne na zawal.
jestem chyba lekko zauroczona w facecie, ktory chyba jest kompletnym dupkiem.
To takie w moim stylu.
btw. dlaczego kobiety zawsze zakladaja ze dzialanie mezczyzny ma jakis wyzszy sens?
Przyjaciolka probuje mi wmowic ze jest mna szczerze zainteresowany, a fakt ze umawia sie z uczennicami to tylko stlumienie pozadania, i tak naprawde nic dla niego nie znacza.
a ja oczywiscie jestem dla niego wyjatkowa, moje nerwy w pracy sa dla niego slodkie, daje mu szanse sie wykazac ect.
dziewczyna jest pare dobrych lat starsza odemnie i probuje mi wcisnac taki kit, w ktory(o dziwo) ona szczerze wierzy.
co nie zmienia faktu ze nie potrafie stlumic mojej fascynacji, bo jest ona milym urozmaiceniem stresujacych dni w centrum.
czasami sie zastanawiam, czego tak naprawde chce.
Czy zycie chwila naprawde ma sens? czy warto ?
Walcze jeszcze. probuje, by nie zalowac.
sobota, 10 grudnia 2011, eyes-on-me