Pierwszy raz album "Hot Fuss" usłyszałem, chyba jeszcze w 2004 roku. To był taki zapyziały nowy angielski zespół. Na czele stał bardzo wygadany i bardzo butny ładny wokalista, który zapowiadał rychłe "rządzenie światem". Album był przyjęty bardzo pozytywnie w "kręgach", ale chyba chłopakom brakowało...
Gdzieś w 2005 się "sprzedali", zrobili to jednak dosyć inteligentnie, bowiem wykorzystując twarz frontmana Brandona Flowersa nagrali szereg "słodkich" teledysków, pełnych pomalowanych męskich maślanych oczu. Nastolatki MTV kupiły produkt... no bo jak mogły nie kupić takiego przystojniaka. Oczywiście pochodzenie muzyczne Brandona i kolegów trochę przeszkadzało w ich promocji jako popowego zespołu (to nadal jest rockowa kapela a poczucie humoru Brandona nie będzie połknięte przez każdą konsumentkę muzyki).
Tak czy inaczej, naawet nie zauważyłem, że gdzieś w 2006 pojawił się drugi album zespołu - "Sam's Town". Dopiero ostrożnie go poznaję, bo o ile pierwszy album był stworzony ambitnie (tylko sprzedany w supermarkecie razem z błyszczykiem do ust), to drugi album mógł być dostosowany do potrzeb popowego MTV...
W piosence "Bones" pozostało ryzykowne poczucie humoru... nie każdy zaakceptuje piosenkę, w której podtekst jest oczywisty. Chłopak wiezie dziewczynę samochodem i zjeżdża z drogi na plażę. On nawet nie lubi tej dziewczyny. Ale tak jakoś naturalnie by było by trochę zbliżyli skórę do skóry, a kości do kości...
No i jeszcze wąsy sobie trzasnął. Jak jego i zespołu nie lubić. Teledysk.
piątek, 26 stycznia 2007, paul1981