Potem
już zostały tylko już nie tak ciekawe orzeszki solone produkcji krajowej (uzbeckiej
ma sie rozumiec) - trochę zasłone i przypalone ale pewnie zrobione według
lokalnych tradycji wiec sie nie czepiam.
Na
koniec stewardesa przeszła pomiędzy siedzeniami pytając się pasazerow kto z
nich chce kawę a kto cherbate. Ci co chcieli cherbate dostali pusty plastikowy
kubek a ci co kawę nie dostali nic. Kubki do końca lotu pozostały puste ale
przynajmniej był wybor. W pewnym momencie jeden z pasażerów zapytał gdzie ta
cherbata? Na co stewardesa odpowiedziała: schias
u nas tolka shto zakipial chaj -
czyli chwileczke u nas dopiero co cherbtata zakipiala. Może to tylko samowar
dłużej niż zwykle kipial ta cherbate.
Samolot
zaczął lądować. Jak tylko osiagnelismy pułap zasięgu sieci komorkowych wszyscy
zaczęli rozmawiać przez komórki. No ale przecież nikt nie mówił ze nie można.
Jak juz samolot w doslownym tego slowa znaczeniu uderzył w płytę lotniska
wszyszcy pasażerowie wstali i zaczęli się ubierac nie baczac na drobny fakt, ze
jeszcze kolowalismy ze spora predkoscia. Potem samolot się zatrzymał. Pilot
oświadczył drvier otkrytij, pasazerom dasvidania . I jestem w Taszkiencie.
Szczęśliwie
dolecialem i ... Za dwa dni mam lecieć tymi liniami z powrotem. Tak sobie myśle
ze może miałem ten kubek ma cherbate wziąć ze sobą bo może w jedna stronę dają
kubki w drodze powrotnej cherbate a ja po prostu nie zrozumiałem systemu.
Na
lotnisku przed kontrola paszportowa przywitaly nasz dwie panie pielegniarki w
bialych fartuchach i mierzyly nam temperaturę przykladajac jakieś urządzenie do
ucha. W końcu swinska grupa ponoc jeszcze szalej.
Zapomnialbym
powiedzieć, ze jak to mam w zwyczju na przelot zamowilem posilek wegetarianski
i dostałem potwierdzenie, ze takowy dostanę. Ale bałem się dopraszac o niego na
pokladzie.
Ale
jedno trzeba powiedzieć bardzo uczciwie. Była bardzo miła obsluga. Nasz LOT
musiałby się długo uczyć tej grzecznosci. Pewnie dzięki tej grzecznosci lot ten
wspominam z uśmiechem.
niedziela, 08 listopada 2009, rzehak