Bardzo mi się podobały ostanie dni- leniwe, pełne bliskości, uśmiechu, łapania ciepła, wspólnych posiłków, pysznych posiłków, celebrowania codzienności. Za szybko, za krótko, acz cudownie. Pokazały mi jak wiele zależy od tego i kim (to przecież oczywiste), ale i czym się otaczamy. Jak wiele zależy od spokoju panującego wokół. Jak wiele rzeczy jest zbędnych. Jak niesamowicie jest się przekonywać każdego dnia, że jest się we właściwym miejscu, z właściwą osobą.
Się piekło.
Się jadło.
Się podziwiało.
Ps. W marcu jadę po raz kolejny do Wurzburga!!
Ps. A tutaj nowa ja. Może będzie podobnie, a może inaczej. Na pewno mniej prywatnie.
poniedziałek, 13 lutego 2012, rudakrzyzaczka