Gazeta Wyborcza (Wysokie Obcasy): Rozmowa z psycholożką i badaczką kultury Magdą Zeną Sadurską.
Czy miłość jest w życiu najważniejsza?
Prywatnie wolałabym wierzyć, że tak. Tyle że tak jak nie każdy ma szczęście w kartach, tak też nie każdy ma szczęście w miłości. Większość osób w naszym społeczeństwie chciałaby wierzyć w romantyczny model 'jednej, jedynej miłości', ale co robić, gdy ten model się nie sprawdzi?
To inaczej: czy miłość jest najważniejsza w związku?
To zależy, co rozumiemy przez miłość i jaki rodzaj związku budujemy. Otaczająca nas kultura wpaja wyobrażenia o miłości ujednolicone jak krój garniturów. Niby różne odcienie, ale w sumie wszystkie do siebie podobne. A przecież tak jak ludzie są różni, tak różne związki będą tworzyć. Mówi się, że miłość niejedno ma imię. Na przestrzeni wieków w różnych rejonach kuli ziemskiej obowiązywały bardzo różne zasady dotyczące relacji między ludźmi. Ani model z komedii romantycznej, ani model macho i jego kobiety, ani coraz modniejsze w kulturze zachodniej singielowanie nie są uniwersalne. Badania pokazują, że istnieją kultury, w których nie ma pojęcia miłości romantycznej. Nie da się więc odpowiedzieć, jak ważna jest miłość, gdy za każdym razem to pojęcie coś innego znaczy, a czasem wcale nie występuje.
Inna sprawa, że od jakiegoś czasu zaczęło dominować w kulturze popularnej rozumienie miłości jako mało wyszukanego, skomercjalizowanego romantyzmu. Ten model w połączeniu z dokonującymi się zmianami obyczajowymi może okazać się mieszanką wybuchową o trudnym do skontrolowania działaniu. Schizofreniczność naszych czasów polega na tym, że próbujemy realizować dwa lub więcej modeli życia: pragniemy romantycznej miłości jak z hollywoodzkiego filmu, mamy w planie życie rodzinne, jak by tego chciała nasza babcia, i ekspansywną karierę zawodową. Te trzy scenariusze są co najmniej trudne do pogodzenia. W tym sensie w związku najważniejsza jest przestrzeń na godzenie tych różnych dążeń, bo każdy z tych scenariuszy ma w sobie coś, co nas przyciąga. Tradycyjne podejście do związków ma za sobą lata testów. Wchodząc w taki typ relacji, wiemy, że próbujemy żyć podobnie do wielu ludzi, których znamy, często wiemy też, jakie są jego minusy. Bywa jednak, że jesteśmy za bardzo 'zaprogramowani' na jego realizację, że wchodzimy w ten schemat bez krytycznego myślenia o tym, co planujemy, w jakimś odruchowym porywie, a to nie zawsze dobrze się kończy. Do tego znając minusy takiego modelu, za szybko je akceptujemy. Gdy na tym tle pojawia się model 'amerykański'...
Model 'mam prawo do samorealizacji'?
Tak. Tyle że ta 'samorealizacja' za często i za szybko mutuje w prymitywny egoizm i hołdowanie każdej swojej zachciance. Ludzie zakochują się, zakładają rodziny w nadziei, że teraz to już będzie jak w bajce albo co najmniej jak w reklamie płatków śniadaniowych. Gdy pojawiają się trudności, szukają ucieczki, bo żaba nie zamieniła się w księcia, a dzieci wrzeszczą, zamiast wcinać te płatki. Potem przychodzi czas na kolejną bajkę i tak w kółko. Rozwodów przybywa.
A druga skrajność? Związek bez romantyzmu? Tylko przyjaźń i seks na precyzyjnie wynegocjowanych zasadach?
Właśnie podałaś charakterystykę związków typu 'friends with benefits' [dosł. 'przyjaciół z dodatkowymi świadczeniami'], które są coraz bardziej popularne w Stanach. W Polsce ten temat niemal nie istnieje, ale w USA ponad połowa studentów deklaruje, że ma za sobą takie doświadczenia.
Czym to się różni od zwykłego sypiania z kim popadnie?
Jest siedem cech pozwalających odróżnić związki FWB od promiskuityzmu. Po pierwsze, tego typu relacje tworzy się na wynegocjowanych warunkach. Po drugie, seksualność pozostaje pod kontrolą wzajemnych ustaleń. Dotyczą one częstości współżycia, wierności, antykoncepcji itd. Po trzecie, jest to relacja przyjacielska, w której na pierwszym planie są szczerość, wsparcie, akceptacja, obecność. Czwarta cecha jest opcjonalna - zachowanie związku w tajemnicy. Najczęściej występuje przy pierwszym związku FWB. Przy kolejnych już rzadziej. Po piąte i najbardziej problematyczne - związek ma charakter tymczasowy i zakłada się w nim brak zazdrości! Tę cechę 56 proc. badanych deklaruje jako najważniejszą i najtrudniejszą w realizacji. Priorytetem w związku jest jednak przyjaźń.
A seks?
Jest drugoplanowy. Chodzi tu głównie o bliskość, szczerość, wsparcie, a przy okazji - zaspokojenie tych najintymniejszych potrzeb. Z tego powodu FWB zyskuje poza przeciwnikami, którzy uważają tę relację za przedmiotową i wykorzystującą, wielu obrońców. Pytani o motywy nawiązywania relacji FWB studenci odpowiadali: 'Nie chcę stałego związku', 'Potrzebuję seksu', 'To jest łatwiejsze niż tradycyjna relacja', 'Chcę pogłębić relację z przyjacielem/przyjaciółką'. Czasem pada też odpowiedź: 'Chcę związku typu FWB, bo to jest modne'.
Jak to się kończy?
10 proc. badanych wchodzi ze swoim przyjacielem w stały związek, 25 proc. zrywa zarówno układ, jak i przyjaźń, 30 proc. wraca do poziomu przyjacielskiego, 30 proc. to brak danych. Kolejna forma miłosnej ruletki.
Kto wchodzi w takie związki?
Najczęściej ludzie, którzy mają do miłości stosunek bardziej zabawowy niż romantyczny, co jest koronnym argumentem krytyków tych relacji. Szokujące jest raczej to, jaką przemianę myślenia o przyjaźni i płci przeszła kultura zachodnia w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat. Jeszcze w latach 70. większość badanych deklarowała, że w ogóle nie ma przyjaciół przeciwnej płci, a badacze rozprawiali, czy przyjaźń między kobietą a mężczyzną jest możliwa. W latach 80. deklarowano już dwóch-trzech przyjaciół. W latach 90. średnia liczba przyjaciół przeciwnej płci wzrosła do czterech-pięciu. Dziś dyskutuje się o tym, jakie korzyści odnoszą mężczyźni i kobiety z posiadania przyjaciół przeciwnej płci.
Przyjaźń wypiera miłość?
Badania pokazują, że ludzie, którzy mają więcej przyjaciół odmiennej płci, lepiej się rozwijają. Wyjątkowo dużo wynoszą z tego mężczyźni. Poprawiają im się kompetencje werbalne i emocjonalne. Otrzymują ciepło i wsparcie, na które nie mogą liczyć ze strony kolegów. Wielu mężczyzn deklaruje nawet, że woli przyjaźnie z kobietami. Wiąże się to z przemianami ideału męskości i kobiecości.
Dzisiejszy mężczyzna ma prawo do okazywania uczuć, ma prawo się popłakać i zająć dzieckiem. Jest bardziej androginiczny, a ludzie mający dobrze rozwinięte kompetencje obu płci na wielu płaszczyznach radzą sobie po prostu lepiej: są bardziej popularni, mają więcej przyjaciół, łatwiej uzyskują wsparcie społeczne.
CZYTAJ DALEJ
wtorek, 21 kwietnia 2009, alkud