Pamięci Leszka Kołakowskiego, jego tekst z 76 roku.
Normal
0
21
false
false
false
MicrosoftInternetExplorer4
<!--
/* Style Definitions */
p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal
{mso-style-parent:"";
margin:0cm;
margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:12.0pt;
font-family:"Times New Roman";
mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}
@page Section1
{size:595.3pt 841.9pt;
margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt;
mso-header-margin:35.4pt;
mso-footer-margin:35.4pt;
mso-paper-source:0;}
div.Section1
{page:Section1;}
-->
/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:"Table Normal";
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:"";
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:"Times New Roman";
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}
Urodziwszy się w rodzinie
obszarniczo-syjonistyczno-burżuazyjnej (moje prawdziwe nazwisko jest Lejba
Ksawery X. Grynszpan-Czartoryski), od dzieciństwa żywiłem wściekłą nienawiść do
mas ludowych, Polski, Związku Radzieckiego i postępu. Już w 1903 roku zacząłem
pracować w Ochranie, aby znęcać się nad klasą robotniczą, prowadzącą walkę o
niepodległość pod przewodem SDKPiL, a zarazem, w wiadomych celach, szerzyłem
aktywnie błędy SDKPiL w sprawie narodowej. Jednocześnie byłem wtedy działaczem
dywersyjnej burżuazyjno-obszarniczej partii PPS, która pod przykrywką hasła
"niepodległości" usiłowała odciągnąć masy pracujące od walki klasowej
i nieśmiertelnej przyjaźni polsko-radzieckiej. Jak prawie wszyscy
endeko-piłsudczycy wstąpiłem też do syjonistycznej organizacji Bund, która
szerzyła w masach żydowskich wiadome złudzenia, aby nie dopuścić do ich
wyzwolenia z jarzma rabinów i reakcyjnego kleru. Pracowałem też aż do 1914 roku
w neo-hitlerowskiej organizacji Hakata, dokąd zostałem odkomenderowany przez
masonerię w porozumieniu z Watykanem.
Kiedy w 1918 roku kraj nasz, dzięki usilnym staraniom Lenina i Dzierżyńskiego,
odzyskał niepodległość, zwalczałem z pozycji dywersyjnych słuszne hasło
wcielenia Polski do Związku Radzieckiego. Zarazem zaś, jako Żyd-obszarnik,
oderwany od mas, popierałem niesłuszne na tym etapie hasło wcielenia Polski do
Związku Radzieckiego. Ale zobaczyłem, że nie da się odwrócić koła historii
(por. w tej sprawie pracę pułkownika Walentego Kapusia pt. "Czy da się
odwrócić koło historii?", Warszawa 1975, zwłaszcza rozdział 5 pt.
"Nie da się odwrócić koła historii!", a w szczególności paragraf 7
tego rozdziału pt. "Nikt nie odwróci koła historii"; dodajmy
nawiasem, że płk Kapuś dostał słusznie za tę pracę tytuł docenta, dwa Krzyże
Walecznych i różne inne słuszne godności).
W latach międzywojennych jako sierżant Defy pracowałem
aktywnie w trockistowsko-faszystowskich partiach liberalnych, dowodzonych przez
Abrama Kohna i kardynała Hlonda; w celu mydlenia oczu masom ludowym
występowałem przeciwko słusznej uchwale o rozwiązaniu KPP, którą to uchwałę
wyż. wym. masy ludowe gorąco popierały. W tym samym czasie, wbrew masom
ludowym, popierałem niesłuszną uchwałę o rozwiązaniu KPP, gdyż byłem całkowicie
pogrążony w błędach i wypaczeniach kultu jednostki.
Nie muszę dodawać, że w latach wojny, z polecenia syjonistycznego odłamu
masonerii, byłem majorem SS, bo to i tak wszyscy wiedzą. Aż do świtu 21 czerwca
1941 roku, ku oburzeniu mas ludowych, stałem po stronie anglo-francuskich
imperialistycznych podżegaczy wojennych, którzy sabotowali pokojową politykę
kanclerza Hitlera, a od samego świtu 21 czerwca 1941 roku zwalczałem wojenny
wysiłek sprzymierzonych sił postępu i demokracji w walce z hitlerowskimi
ludobójcami. Jako działacz zaplutego karła reakcji AK stałem z bronią u nogi i
nie chciałem walczyć z okupantem, przez co też wykrwawiłem naród w
prowokacyjnym powstaniu warszawskim. Kiedy w tym czasie 6 milionów Żydów wymordowało
samych siebie, ja o tym głośno mówiłem, a o zbrodniach popełnionych na Polakach
milczałem złośliwie (zobacz w "Encyklopedii" hasła
"Oświęcim", "Katyń" i "złośliwie").
W pierwszych latach po wyzwoleniu zwalczałem wściekle, z pozycji reakcyjnego
pod-ziemia, reformę rolną oraz brałem udział, razem z Rotbaumem i Fajbergiem, w
wypaczeniach stalinowskiego systemu bezpieczeństwa, któremu przewodził
prezydent Bierut, wielki Polak i bojownik o sprawiedliwość. Co więcej,
zwalczałem słuszną linię partii dowodzonej przez tow. Bieruta i
"potępiałem" słuszne uwięzienie byłego sekretarza partii Gomułki.
Mało tego, budując kult jednostki przyczyniłem się decydująco do niesłusznego
uwięzienia sekretarza partii Gomułki. Aż do września 1956 roku atakowałem
słuszną linię partii i usiłowałem przywrócić do władzy zdemaskowanego,
zbankrutowanego politykiera, niejakiego W. Gomułkę. Nowe błędy popełniłem
złośliwie po październiku 1956 r., kiedy to zwalczałem ukochanego i wybranego
przez naród sekretarza partii Wiesława Gomułkę, i potem, kiedy to popierałem
błędną politykę gospodarczą tow. Władysława Gomułki. Czyż muszę dodawać, że w
tym celu oraz żeby podkreślić moją nienawiść do mas ludowych i do wolności
ożeniłem się z córką rabina i reakcyjnego kleru?
W tym to czasie również napisałem "książkę", w której wyłożyłem
"teorię", wedle której ŻYCIE IDEOWE KOMUNIZMU POLEGA NA NIEUSTANNYM
ZJADANIU WŁASNEGO GÓWNA, chociaż zostało naukowo udowodnione, że jest wręcz
przeciwnie (porównaj w tej sprawie dzieło zbiorowe Ignacego Pośladka i
habilitowanego Chaima Werbelsyna pt. "O naukowej naukowości naukowego
marksizmu-leninizmu", zwłaszcza rozdział I pt. "Dialektyka pożywienia
i gówna", gdzie jest naukowo udowodnione, że przeciwstawienie pożywienia
gównu jest antydialektyczne, rewizjonistyczne i nienaukowe; obaj autorzy
słusznie dostali za swoją pracę po dwa Virtuti Militari i dodatek 900 proc. do
emerytury, z czego widać, że dzieło ich jest naukowe, a moja "teoria"
fałszywa).
Przez cały ten okres bratałem się, rzecz jasna, z odwetowcami
zachodnio-niemieckimi i pogrobowcami hitleryzmu, jeżdżąc na zjazdy SS-manów i
podobne imprezy organizowane przez "Kulturę" paryską i inne
antypolskie ośrodki. Za to też ostatnio ciż sami SS-mani mi zapłacili
"nagrodą", którą już przedtem dostały takie "osobistości"
jak niejaki Albert Schweitzer (prawdopodobnie Żyd), Martin Buber (jawny
syjonista), "kardynał" Bea (samo nazwisko mówi za siebie), Janusz
Korczak (prawdziwe nazwisko Grynbaum czy coś takiego; z nienawiści do postępu i
Polski sam się spalił w 1942 roku), Ernst Bloch (uciekł z NRD, gdyż nienawidził
wolności, i osiedlił się wśród neohitlerowców z RFN), Hermann Hesse (sic!),
Gabriel Marcel (nie ma nawet o czym mówić), Max Frisch (działacz szwajcarskiego
imperializmu) i tym podobne dobrane towarzystwo.
Na płaszczyźnie międzynarodowej wysługuję się nadal na wszystkie sposoby
krwawemu oprawcy narodu chilijskiego Pinochetowi i zwalczam postępowy ustrój
demokratyczny marszałka (może już generalissimusa) Amina.
Obecnie, kłamliwie zatajając swoje zbrodnie, jednocześnie cynicznie się nimi
chełpię.
