Ponieważ gazetę drukują już w poniedziałek, pewnie większość legionowian już się wyciszyła, emocje odpadły i wszyscy wiedzą kto będzie w Legionowie miał możliwość zrealizowania pięknych wizji wyborczych. W chwili, w której piszę ten felieton jeszcze nie wiem ile członków rodzin kandydujących świętuje i czy już przypadkiem nie idziemy w stronę monarchii dziedzicznej. Dynastie się rozrastają, nowe dzieci rodzą i wysysają z mlekiem matek marketing wyborczy. Większość mieszkańców nie ma zielonego pojęcia kto jest kim, co reprezentuje i decyduje postawić krzyżyk na podstawie miłego zdjęcia, zdrowego wyglądu i pięknego krawatu. Wybór podyktowany jest bielą zębów i kolorem ulotki w witrynie ulubionego sklepu rybnego. Na ulicach wiszą nie wiedzieć czemu oskalpowani politycy z marchewkowym odcieniem twarzy. Jeszcze niedawno toczyły się walki w obronie krzyża, a teraz wszyscy się biorą za łby w imieniu krzyżyków na papierze
Za kolejne 4 lata znów będziemy obserwować następne bitwy. Póki co na klatkach schodowych oblepione drzwi i okna zasłaniają nam widoki na świat. Wybory całkiem zszargały nerwy politykom i dozorczyniom. Najpierw ci pierwsi porozklejają, gdzie się da tony papierzysk, a potem wyczerpani zasiądą z kieliszkiem koniaku przy kominku i w miękkich bamboszach. Potem druga ekipa ruszy do akcji, żeby bałagan posprzątać i przywrócić jako taki porządek. Kiedy uporamy się z plakatami, a kandydaci odsapną, przyjdzie czas letni i trzeba będzie myśleć o plaży i bikini.
Ciężko się ostatnio mieszkało w Legionowie. Co rusz to kandydat straszył zza węgła. Strach wyznać było upodobania polityczne. Politycy jacyś uśmiechnięci, jakby wygrali w totolotka namiętnie obściskiwali wszystkich przechodniów. Ponieważ bajkę o czerwonym kapturku znam i kilka razy w swoim krótkim życiu boleśnie się nabrałam na przyjazne wilcze uśmiechy udające dziewice w potrzebie, to chyłkiem wymykałam się po zapasy jedzenia, żeby przypadkiem żadnego kandydata nie spotkać. W czasie przedwyborczym tracę wiarę w ludzi. Kiedy minie 21 listopada, być może choroba szalonych radnych wyginie sama. Póki co teraz obserwuję taniec godowy i wzajemne obrzucanie się błotem. Oficjalnie sama słodycz i kompetencja, nieoficjalnie widły i młot na czarownice. Ot marketing wyborczy
Wybory w Internecie rządzą się swoimi prawami. Niedoświadczeni nie wiedzą, iż każdy wpis zostawia ślad. Uważają, że przeżyją nie Ci co są uczciwi, lecz Ci co głośniej krzyczą. Jednak tu szacunek mają ludzie, którzy pracują na to kilka lat w świecie realnym. Bowiem Legionowo jest małym miastem w którym wszyscy się znają. Ceniony polityk, który pisze pod swoim nazwiskiem nie straci swojej reputacji. Startujący młodzieniec ma szansę na pokazanie swojej twarzy. Zaś z tych, którzy nie sprawdzili się przez 4 lata, internauci skórę zdejmą żywcem. Czy mówię prawdę? Teoretycznie tak. W rzeczywistości prowokacje zaciemniają obraz i tak naprawdę nigdy nie wiadomo kto siedzi za monitorem po drugiej stronie neostrady
wtorek, 30 listopada 2010, alinelegionowo