Pewna kobieta, która namówiła mnie na sobotni spacer, tak wspominała malowanie trawników w jednym z legionowskich przedszkoli. -Tak to jest teraz, że radni i prezydent nam dziecinnieje- mówiła. Budzi się rano, patrzy w sufit i zastanawia się, na który plac zabaw dzisiaj pójdzie
Karuzela wyborcza ruszyła z impetem i biedni samorządowcy, dwoją się i troją, żeby zdążyć na każdą imprezę. Współczuję im, bo naród nieufny, oskarża ich wciąż o produkcję kiełbasy wyborczej. Jak zrobią nasiadówkę z mieszkańcami, to padają zarzuty, że to bezsensowne bicie piany mające na celu jedynie odptaszkowanie w aktach konsultacji społecznych. Jak nie zrobią zebrania uświadamiającego, to padają zarzuty, iż nie liczą się z głosami mieszkańców. I tak źle, i tak niedobrze. W tym trudnym okresie urzędy powinny zatrudnić psychologów, którzy by pomagali przetrwać naszym kandydatom najcięższe chwile. Proszę sobie wyobrazić sytuację, kiedy czeka nas w danym dniu kilka spotkań z krwiożerczymi mieszkańcami, liczących na najmniejsze potknięcie. Do tego dochodzą kobiety z dziećmi, które wymagają szczególnego traktowania. Obrazić taką namolną babę, to narażanie się na dwutygodniową akcję rozpuszczania informacji w środowisku lokalnym o swojej niewrażliwości i braku taktu. Poczta pantoflowa jest zwykle niedoceniana wśród polityków, ale jakże skuteczna. Jest to rodzaj marketingu partyzanckiego, który w naszym małym miasteczku może dużo zdziałać. Wystarczy w klapę włożyć czerwony papierowy goździk, zrobiony na tę okazję przez zdolnego przedszkolaka i już się robi dobre wrażenie. A potem jedna pani, drugiej pani
Kandydat na radnego musi mieć olbrzymią odporność psychiczną. Dajmy na to taką sytuację. Jesteś przyszłym radnym. Widzisz jak plakaty z twoim wizerunkiem wiszące na okolicznych latarniach zrywa inny radny, który również kandyduje. Co wtedy robić? Normalnie chłop dawniej zeskoczyłby z wozu, wziął widły i poszedł raźnym krokiem szkody na honorze wyrównać. W dzisiejszych czasach chłop pod krawatem wyszedłby z samochodu i zwróciłby się łaciną stosowaną, o zaniechanie dalszych działań pod groźbą uszkodzenia ciała. Ale radny musi się zebrać w sobie, przełknąć ślinę i poprzestać na kubku melisy w domu. Ale frustracja wyżera duszę od środka a zdrowe to nie jest
Do tego te straszliwe media. Nie dość, że człowiek pada na twarz ze zmęczenia, długopisy maltretuje z nerwów, wysłuchuje skarg, to jeszcze trzeba się uśmiechać. To dla tego tak często nasz prezydent żuje gumę z przyczyn higienicznych, a nie jak twierdzą złośliwi w celu pognębienia rozmówców nowoczesnymi technikami psychomanipulacyjnymi: żuję więc jestem mówił kiedyś pewien filozof. No i te wstrętne media, które funkcjonują jak seks w starym dobrym małżeństwie. Zero gry wstępnej i krótka piłka. Ledwie wejdą na salę zebrań, rozłożą sprzęt, trzy minuty nagrają i już znikają ze spotkania. Czemu nie obejrzą całości spotkania? Proste Oni już wiedzą, co napiszą, co nagrają przecież i tak wiedzą lepiej ;)
wtorek, 19 października 2010, alinelegionowo