Spotkało się dziś u nas dwóch osobników: jeden z naszych klientów i przedstawiciel firmy chcącej nam coś sprzedać.
Klient: potężny chłop po pięćdziesiątce, na oko sto czterdzieści kilo żywej wagi, zmierzwiony włos. Do tego potężnie bolał go łeb (nie wiem - kac czy migrena) i poprosił o zmoczenie pod kranem szmatki którą przykładał do skroni.
Przedstawiciel: chudy chłopaczek w garniturze, bardzo rozgadany.
Klient siedział na krześle obok narciarskich butów i nart mojego wspólnika, oczekując na realizwane na poczekaniu zlecenie. Chłopak czekał, aż ktoś będzie miał czas z nim porozmawiać. A że bardzo gadać mu się chciało, zagadywał klienta pod kątem ekwipunku narciarskiego.
W pewnym momencie klient nie wytrzymał, odjął szmatkę z czoła i schrypniętym, wkurzonym głosem spytał:
- Chłopcze, a czy ja ci - kurwa - wyglądam na narciarza?!!!
piątek, 27 stycznia 2012, koziolek_matolek_1234