Bardzo tesknie, tylko nie wiem za czym... Tak naprawde nie mam nawet domu. Moja siostra na dlugich wczasach, sponsorowanych przez skarb panstwa, gniecie sie razem z trzema innymi wczasowiczkami w celi, ktorej wymiarow nawet nie znam. Bog jeden wie kiedy ja zobacze... Nie mam nawet psa. Przed wyjazdem musialam oddac moja kochana psinke. Niezwykly byl to pies, uwielbial sluchac spiewu ptakow o swicie. Czesto siadywalismy sobie latem o nieprzyzwoicie wczesnej (albo poznej, jak kto woli) porze na schodach przed domem i wsluchiwalismy sie w to obledne swiergotanie. Tak zabawnie przekrzywial wtedy lepek... Wiem ze trafil w dobre rece, ale ostatnio bardzo czesto zastanawiam sie czy ma z kim siadywac o piatej rano na schodach...
W Polsce tak naprawde czeka na mnie jedna osoba (oprocz mojej siostry, ale ona czeka na mnie juz prawie rok). To moja matka, moj dobry Aniol, przyjaciel, siostra i kochanka (platoniczna zaznaczam!!!) w jednym. Rudzielec moj kochany.Wiem, ze za mna teskni, mysli i martwi sie, czy mnie przypadkiem zeby nie rozbolaly. Dobrze jest miec kogos takiego. Bardzo dobrze, bo wiem, ze mam do kogo wracac.
A jak pojade w koncu na ten moj malenki urlop, to wtedy zrobimy bal. Na taki melanzyk nasze prowincjonalne miasteczko przygotowane nie jest. Ale jakos przetrwa ta masakre... Musi. Gorzej niz podczas drugiej wojny swiatowej chyba nie bedzie...
środa, 15 czerwca 2005, profesjonalistka